wtorek, 3 lutego 2015

#4 ,,Te szatany wszystko to zaplanowały!''


- Japierdole! Jinxx! Oddaj mi ten naszyjnik bo cię w dupe kopne!
- A spierdalaj, sam se weź.
- Chłopacy! Idzie nowa menagerka,więc ogarnijcie dupy! Jinxx! Oddaj Ash'owi ten naszyjnik!
- Jake ty idioto! Nie mówi się chłopacy tylko eee... mężczyźni!
- Sorry... - w tym momencie weszłam z Andym do pomieszczenia.
- Oni tak zawsze? - szepnęłam
- Taa...
 Po moim wejściu wszyscy umilkli. Haha,chyba zrobiłam dobre wrażenie.
- To wy się znacie? - Ashley spojrzał na mnie i Andrzeja.
- No...tak jakby... - Andy był trochę zakłopotany. W sumie ja też.
 Omówiliśmy wszystkie moje funkcje i takie tam inne. Chwilę pogadaliśmy, a chłopcy musieli wracać już do domów. Polubiłam ich. Byli bardzo pozytywnie nastawieni do życia i mieli dobry humor! Nadal nie wierzę,że będę z nimi pracować. Znaczy się nie wiem czy będę z nimi pracować,może...
Wychodziłam właśnie ze studia. Poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu.
- Ann,jedziesz z nami? Dzisiaj i tak będziemy nocować w naszym domu,więc fajnie by było gdybyś przyjechała z nami. Co ty na to? - to był CC
- Ja? No nie wiem... - jechać tam czy nie? Chętnie bym pojechała ale... - no w sumie nic nie stoi na przeszkodzie - posłałam mu promienny uśmiech. Złapał mnie za rękę i zaciągnął do samochodu. Siedziałam między Ashem a Jinxxem. Było mi niezręcznie,ale co tam. Raz się żyje, i to jeszcze przy BVB!
Chłopcy rozmawiali o czymś między sobą,ale ja nie wnikałam w ich konwersację. Siedziałam i myślałam nad moim życiem. Jak dużo może zmienić jeden telefon. Jak bardzo się cieszę,że spotkałam Setha. Już myślałam, że całkowicie o mnie zapomniał. Nie wiem co bym wtedy zrobiła. Podcięła sobie żyły czy wpadła pod samochód? Nie...najpierw musiałabym spotkać Jona Bon Jovi! Włamałabym się do jego mieszkania i przytuliła, a dopiero potem mogę robić co zechcę. Ciekawy pomysł na życie, nie powiem. Mimowolnie moje kąciki podniosły się do góry.  A teraz? A teraz nie chcę umrzeć! Teraz chcę żyć! Uczę się znowu mówić. Czekałam na to wystarczająco długo...
- A ty z czego rżysz? - dźgnął mnie w żebro Ash
- Z ciebie, ciulu. - wybuchnęłam śmiechem
- Ha, ha, ha bardzo śmieszne - zrobił fochnięty dzióbek i założył ręce na piersi.
- Oj już nie obrażaj się tak. Myślałam co bym zrobiła bez Setha, czy podcięłabym sobie żyły, czy wpadła pod samochód. - nadal się śmiałam. Ash zrobił poważną minę i popatrzył na mnie dziwnie. - No co? - nic nie odpowiedział tylko ten sam wzrok. Dziwny koleś.
Byliśmy już na miejscu, Jake kulturalnie otworzył mi drzwi od samochodu i podał rękę ze śmieszną miną. Wybuchnęłam śmiechem,ale posłusznie wysiadłam i  złapałam go pod łokieć. Szliśmy chwilę podjazdem,po czym on tak samo otworzył przede mną drzwi wejściowe. No niezły z niego gentleman. Weszłam do wielkiej willi. Robiła wrażenie. Skąd oni mają na to kasę? Haha, a ja od razu o kasie.
Jake zdjął ze mnie kurtkę i zaprowadził na wielką kanapę, przed wielkim telewizorem.
- Co oglądamy? - wyszczerzył się.
- Wybierz - puściłam mu oczko. W tym samym momencie na miejsce obok mnie rzucił się Ash. Chyba źle coś wymierzył, bo trafił prosto na moje kolana.
- Co ty...
- Sorry Ann - zszedł ze mnie i usiadł obok. - dzwoniłem już do Ronniego! Przyjeżdża razem z chłopakami i zespołem Taylor! - wydarł się wprost do mojego ucha. Zaraz...co? Ja nie chcę imprezy! Nie tak wyobrażałam sobie nocowanie u nich w domu. Te szatany wszystko to zaplanowały! A my się znamy dopiero 1 dzień. Niecały...
 - Ekhem.... znamyy się 1 dzień,pamiętasz? - puknęłam w ramię Asha
- No przecież nie namawiam cię do seksu, tylko na imprezę. Sami najblizsi przyjaciele! A poza tym to polubiliśmy cię!
- No fajnie - odpowiedziałam mało entuzjastycznie. Zrobiło mi się miło. Polubili mnie! Fajnie.
 W tym samym momencie zaczął się film. Horror. Czemu do cholery każdy ogląda horrory! Ja się boję horrorów! Nie mam do kogo się przytulić. No ejj!
Ronnie's point of view
 Jak jest impreza to co żałować. Idziemy!
Byliśmy już przed willą BVB. Razem z Taylor, jej zespołem i naszym. Weszliśmy do środka i chyba nas nie słyszeli. Wpadłem na szatański pomysł. Hahah.
- Dobra, teraz cicho  - szepnąłem do ekipy. Po chwili mój growl wypełniał cały dom,a chłopaki leżeli na podłodze ze strachu. Ale coś przykuło moją uwagę. Jakaś dziewczyna w objęciach Jake'a? Coś mi tu nie pasuje...
- Jake?
- Spierdalaj demonie nieczytsty! - wydarł się i bardziej skulił się na podłodze. Wszyscy wybuchli śmiechem.
- A twojej dziewczyny nie przedstawisz? - zapytałem mocno zdezorientowany. W tym samym czasie wspomniana przeze mnie dziewczyna wstała i skierowała się do mnie.
- Anna Palvin. Mów mi Ann. - uśmiechnęła się poprawiając nieco poczochrane włosy. Jest ładna, aż zbyt ładna... - Nowa menadżerka tych idiotów.
- Ronnie Radke, Ron czy jak tam chcesz - odwzajemniłem uśmiech.
- Wiem, znam. Was też, mówcie mi Ann. - rzuciła odwracając się i podchodząc do chłopaków. Coś w niej było... była taka jakaś inna niż wszystkie dziewczyny, które znałem. No może oprócz Taylor, bo takiej to się nie znajdzie.
 Impreza trwała w najlepsze. Wszyscy chlali, palili i chuj wie jeszcze co. Zrobiło mi się gorąco, więc wyszedłem na dwór na ławeczkę. Ktoś na niej już siedział
Ann's point of view
 Wyszłam,bo nie lubiłam imprez. Szczególnie nie dzisiaj. Zauważyłam małą ławeczkę, więc na  niej usiadłam. Nie weidziałam co robić, więc myślałam o wszystkim i o niczym. Wiele myśli przemijało przez moją głowę. Byłam teraz smutna, bo wszystkie wspomnienia wróciły, moja matka, mój ojciec, szkoła, podcinanie sobie żył i te inne rzeczy. Nie chciałam do tego nigdy wracać, sama o tym pomyślałam. Sama zadaję ból swojej duszy. Dlaczego nie można tego tak po prostu wymazać? Skreślić ten rozdział jak z książki. Wyrwać kartki, spalić i po problemie. Dlaczego człowiek tak nie może? Pytania kłębiły się coraz bardziej w mojej głowie. Siedziałam tam z kieliszkiem wina i myślałam. Mogłam wrócić do środka i potańczyć, popić. Ale ja nie chciałam. Wolałam siedzieć na tej cholernej ławce, na tym cholernym świeżym powietrzu z tym cholernym kieliszkiem w ręku. Jestem cholerną pesymistką i za dużo używam słowa cholera... moje je zamienić zawsze na kurwa lub jakieś inne ładniutkie słówko. Poczułam jak deski ławeczki minimalnie się uginają. Ktoś przyszedł. Spojrzałam na sylwetkę mężczyzny. Ronnie.
- Dlaczego się nie bawisz? - spytał po chwili ciszy
- O to samo mogę zapytać ciebie - spojrzałam na niego
- Pierwszy zadałem pytanie - odwrócił wzrok
- Nie lubię imprez. Szczególnie dzisiaj - posmutniałam
- Dlaczego?
- Coś dużo pytań zadajesz. Może kiedyś ci powiem, a teraz chodź się bawić! - tak naprawdę nie chciałam się bawić. Pociągnęłam go za rękę w stronę drzwi. Po chwili byliśmy na parkiecie. Po chuj grała wolna piosenka?! Nienawidzę wolnych piosenek w tańcu! Co za mała cholera układała tą playlistę.
                                                                              ***
       Andy's point of view
- Kurwa moja głowa! - mruknąłem. Nigdy więcej picia... Spróbowałem wstać,ale to był zły pomysł. Kurwa moje plecy,krzyż, dupa i co tam jeszcze jest! Skąd ja się do cholery wziąłem na półce na książki? Szczęście, że nie zerwałem jej, bo nie chce mi się przykręcać. Doczłapałem się do kuchni. Matko jaki burdel! Pączek na żyrandolu? Norma. Przeniosłem swój wzrok na zegarek, 11:34! Seth nas zabije...
Włączyłem czajnik i poszedłem zobaczyć co u reszty. Usłyszałem dzwonek mojego telefonu,na szczęście miałem w kieszeni. O kurwa...Seth
- Halo? - on nas zajebie
- Andy? Macie dzisiaj i jutro wolne dni. - co kurwa? Jednak będziemy żyć! Hurra!
- Fajnie. A z jakiej to okazji?
- A tak mi się spodobało... - dało się wyczuć sarkazm
- No spoko, cześć. - szybko się rozłączyłem i wróciłem do budzenia Jinxxa. Po kilku(nastu) minutach wszyscy byli na nogach. No może tylko kilka(czyt.wszyscy oprócz Rona i Ann) osób jeszcze spało.
- Mamy dzisiaj wolne, a wy pracujecie nad czymś? - skierowałem się do Rona.
- Nie. Mamy tydzień wolnego od przedwczoraj.
- Musimy coś wymyślić...
____________________________________________________________________________
Takie trochę nie bardzo :c. Nie martwcie się, doczekacie się ciężkiego stanu zdrowotnego bohaterów nie raz :D. Bójki też będą xD. Ja lubię jak się ludzie biją i umierają ^^.
 No więc Ann poznała już BVB, FIN i TPR ;). Nie będzie tu BMTH,bo nie lubię i nie słucham. Skończyłam w tym momencie,bo nie wiedziałam co ma być dalej :D. Rozdział dość długi. Obiecałam najwcześniej w środę a jest w... co dziś za dzień? A jest we wtorek! Like a boss!
 Co wy na to,że przed rozdziałem będę dawać piosenki na dziś, lub takie, które odzwierciedlą akcję? Będzie trudno ale narazie spróbuję. Piszcie jak się podobało!
 Dziękuję wam bardzo za te 300 wyświetleń i 5 obserwatorów! Kocham was :*
 

3 komentarze:

  1. JuuuuuHuuuu!!!!
    PIERWSZA!!
    Rozdział genialny i wgl tak jak zawsze, piosenka też bardzo pasowała do notki.
    Nie ma żadnych "ale" :)
    Jedyne co to czekam na C.D.N :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawie :) Fajnie się czytało :D. Kurczę czemu wokół Ann kręci się tyle facetów?! Współczuję jej wyboru ;) Och co jeszcze mogę napisać? ^^ Czekam niecierpliwie na nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie wychodzi ci to opowiadanie :-)

    OdpowiedzUsuń