piątek, 14 sierpnia 2015

#14 ,,Wyjdziemy gdzieś do klubu?''

- To może...Wyjdziemy gdzieś do klubu? - spytałam lekko poddenerwowana. Nie na co dzień przecież całuje cię Ashley Purdy...
- Tak, dobry pomysł! - uśmiechnął się, po czym ruszyliśmy do The Troubadour. Przez całą drogę dużo rozmawialiśmy. To o naszych zainteresowaniach, guscie muzycznym, czy o pingwinach... Taak, dorośli ludzie rozmawiają o pingwinach...


                                                                          ***
Ash i Annie trzymając się za ręce weszli do klubu. Do nozdrzy dziewczyny dostał się nieprzyjemny zapach potu i papierosów. Bruneta jakoś bardziej to nie zdziwiło, był przyzwyczajony do szwendania się po mieście, upijania smutków w alkoholu, brania narkotyków, numerków na jedną noc. Właściwie to całe jego życie obiegało koło tego. Był jeszcze zespół, to on zawsze ratował go przed przedawkowaniem. Gdyby tak bardzo nie zależało mu na tych ludziach, już dawno leżałby zakopany w ziemi... Ale lubił ten tryb życia. Każdy, kto poznał Purdy'ego myślał, że jest szczęśliwy. To mu pomagało. Przez to nikt nie wiedział, że cierpi, że jest mu trudno, że nie ma nikogo, że czasami nie daje rady, że czasami nie może w to wszystko uwierzyć, że czasami nie chce żyć, że czasami chce kogoś zabić, że czasami chce płakać, że czasami chce krzyczeć... Że czasami po prostu osuwa się z nóg, zakrywa się dłońmi i rozmyśla, czy jest jakiś sens?

Na scenie stała jakaś czteroosobowa, rockowa grupa. Ashley dobrze znał wokalistę, kolega po fachu.
- Znasz ich? - spytała lekko zauroczona wokalistą.
- Tak, to Falling In Reverse. Często razem imprezujemy z wokalistą - posłał nikły uśmiech brązowooki. Bez słowa, bo i tak muzyka by ich zagłuszyła przeszli do najbardziej oddalonego stolika. Nie było tutaj aż tak głośno, więc mogli spokojnie rozmawiać, co też po chwili uczynili. Po kilku minutach przyszła kelnerka. Była szatynką z mocnym makijażem i wprost wylewającymi się piersiami spod skąpej sukienki.
- Coś podać? - posłała sztuczny uśmiech znużona już swoją pracą.
- Dwa razy trzy kolejki... - zaczął Purdy
- I dwa Jack Daniels'y - dokończyła Ann. Spojrzeli po sobie znacząco, po czym parsknęli śmiechem. Szatynka tylko kiwnęła głową i zawróciła do baru.

 Ashley bardzo dobrze dogadywał się z Ann. Znaleźli swój wspólny język, ich rozmowy mogły nie mieć końca, niby wszystkie tematy zostały wyczerpane, ale rozmowa dalej się kleiła. Palvin czuła, jakby znała się z basistą od lat. Ich wymianę zdań o obsesji Andy'ego na punkcie Batmana przerwał mężczyzna.


wtorek, 30 czerwca 2015

#13 ,,Może o tym zapomnijmy?''

- Cześć - Ash uśmiechnął się i podał dłoń. - Gotowa?
- No jasne - odwzajemniłam gest. Delikatnie położyłam swoją rękę na jego, on pomógł mi zejść po schodkach i objął w pasie. Przy każdym jego dotyku czułam przyjemne dreszcze oplatające moje ciało. Stwierdziliśmy wspólnie, że przejdziemy się, bo występ miał się odbyć na Sunset, czyli mojej ulicy. Powoli mijaliśmy przeróżne kluby i bary. Neonowe napisy raziły w oczy, ale to tylko nadawało urok temu miejscu. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo kocham to miejsce... Ach, Sunset... Dobrze pamiętam, jak chodziłam się naćpać i nachlać do
The Roxy, albo Troubadour. Piękne, a zarazem straszne czasy. Nadal nie zapomniałam... Nie zapomnę tego dotyku, tego obrzydzenia, tego miejsca i jego oddechu. Nie chcę o tym myśleć! Ann, przestań! Haha, to zabawne, że krzyczę na siebie nawet w myślach...
- Annie, jesteśmy na miejscu - zakomunikował Ashley. Na te słowa na moją twarz zagościł wielki banan, a w brzuchu pojawiły się motyle. Aerosmith! Ile ja bym dała za życie w latach 80... Guns N' Roses, Skid Row, Metallica, Aerosmith! Taak, to były czasy. W trakcie moich przemyśleń nad zajebistością lat 80 zdążyliśmy z Purdym dojść pod samą scenę. Po niecałej minucie na scenę wbiegł Steven, potem Joe, Tom, Brad i Joey rozpoczynając Eat The Rich . Na widok moich idoli, którzy stali tuż przede mną zrobiło mi się gorąco. Fanki zaczęły piszczeć, a zespół rozkręcać. Drugim utworem było Back in the Saddle, nieco spokojniejszy utwór wywołał lekką nostalgię. Potem zagrali: Love in an Elevator, Toys in the Attic, Oh Yeah i kilkanaście innych, przezajebistych utworów.
 Bawiłam się świetnie przez wszystkie piosenki, niestety Tyler zapowiedział, że I Don't Want to Miss a Thing będzie ostatnią piosenką. Gdy popłynęły pierwsze, subtelne dźwięki, Purdy niespodziewanie obrócił mnie tak abym miała idealny widok na jego brązowe tęczówki. Jak zahipnotyzowana wpatrywałam się w magicznie błyszczące oczy. Chciałabym, żeby trwało to wiecznie.


I just wanna hold you close
Feel your heart so close to mine
And just stay here in this moment
For all the rest of time.
W momencie wypowiedzenia tych słów przez Steviego, Ashley delikatnie złapał mój podbródek i musnął usta. Mój umysł wyłączył się w tej chwili. Przestałam słyszeć dźwięki utworu, zamknęłam oczy i pozwoliłam trwać dalej pocałunkowi. Czułam przyjemne dreszcze i motyle w brzuchu. Nie obchodziło mnie, że moje żebra cierpią pod wpływem nacisku innych ludzi. W tym momencie byłam tylko ja i on... Gdy zabrakło mi powietrza oderwałam się od Asha. Momentalnie oprzytomniałam... Brunet zakrył usta dłonią, a ja jak głupia wpatrywałam się w niego.
- Chodź. - przekrzyczał tłum. Złapał mnie za rękę i prowadził między ludźmi. Jakimś cudem wyszliśmy z tego cało.
Perspektywa Ash'a
Wyszedłem z klubu, w którym odbywał się koncert. Kilka metrów za wyjściem przystanąłem.
- Ja... Przepraszam za to. Poniosło mnie i ni... - zacząłem się tłumaczyć, ale nie dane mi było dokończyć, ponieważ przerwała mi Ann.
- Nic się nie stało. Może o tym zapomnijmy? - uśmiechnęła się pocieszająco. Zapomnijmy? Nie! No kurwa. Nie chcę zapominać!
- T-tak. Tak będzie najlepiej - wymusiłem uśmiech. Przeczę sam sobie...
__________________________________________________

Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, PRZEPRASZAM!
Nie było mnie tu bardzo długo, za co cholernie Was przepraszam. Macie taki gówniany rozdział na przeprosiny. Jeśli będzie Wam się chciało to może za tydzień/dwa będzie next.


4 komentarze = next!

czwartek, 14 maja 2015

#12 ,,Gotowa?''

 Najmocniej Was przepraszam, że przez tyle czasu nic nie wstawiałam. Przez ten okres dużo się zmieniło i popsuło, ale teraz spróbuję wstawiać rodziały raz na tydzień lub dwa :)
____________________________
Agh! Moja głowa! Co jest?! Otworzyłam oczy i mimowolnie drgnęłam. Leżałam na czymś twardym... Ał... Rozejrzałam się po otaczającym mnie syfie. Pełno butelek, papierosów, pudełek po pizzy i tym podobnych. Zatrzymałam wzrok na mojej ,,poduszce''. Kurwa, dlaczego spałam na jakimś facecie?! Wydaje się mi znajomy... To ten blondas-pedał z parku! Wyjęłam telefon z kieszeni i spojrzałam na godzinę. No nie, 9:15. Nie zdążę do pracy za nic w świecie...
Gwałtownie wstałam, na co Wielka-Grzywka otworzyła oczy. Patrzyłam chwilę na rzadkie zdarzenie pobudki po imprezie. Niesamowite, wow.
- O! Ty! Ja cię znam! - wyszeptał
- Eee... No. - palnęłam tempo
- Woody! - zawył po kilku chwilach łączenia wątków. Posłusznie przeszłam niczym ninja nad ciałami moich ofiar (czyli zgonujących po balu). Niewiele myśląc wzięłam pierwszą z brzegu szklankę i nalałam kranówy. Dzień dobroci dla zwierząt?
                                                                                  ***
Uwaaga! Tutaj następuje zmiana na 3-os ;). Wolę tak właśnie pisać, piszcie co o tym myślicie!

Cały zespół siedział właśnie na skórzanej kanapie. Nie rozmawiali, lecz słuchali. Swoim wyćwiczonym uchem wsłuchiwali się w każde pojedyncze dźwięki piosenki. Mieli wydać singiel, który właśnie zatwierdzali. Wyłapywali błędy, niedociągnięcia czy fałsze gitar lub wokalu. Każdy był już znudzony kilkugodzinnym pobytem w studiu, ale taka była ich praca. Lecz jeden członek zespołu był chyba najdalej myślami. Ashley rozważał każde słowo, każdy ruch, który wykona. W swojej głowie był właśnie na koncercie. Nie takim zwykłym! Wpatrywał się w drobne ciało przepięknej blondynki, przez którą nie mógł spać po nocach.
- Ej, Ash! - z zamyślenia wyrwał go głos Christiana. - Wychodzimy już. - na tę wiadomość cholernie się ucieszył. Wstał i zawiesił swój wzrok na opuszczającej pomieszczenie kobiecie. Zabrał ze stolika okulary i ku zdziwieniu innych wybiegł ze studia. Nie musiał długo przebierać nogami, aby dogonić Annie.
- Ann! - zawołał. Brunetka gwałtownie się odwróciła. Ashley podszedł na bezpieczną odległość i bez większego namysłu wypalił: - Emm... Jutro jest koncert Aerosmith i... poszłabyś ze mną? - na początku Ann nie wierzyła w jego słowa, ale już po chwili rzuciła się w silne ramiona basisty. Na początku zesztywniał, po czym troczkę się rozluźnił. Managerka speszona oderwała się od rozgrzanego torsu Asha.
- To znaczy... No... Mogę z tobą pójść - powiedziała uciekając wzrokiem od brązowych tęczówek. Na tę reakcję brunet lekko się roześmiał.
- To podjadę do ciebie o 17 - puścił jej oczko. Pożegnali się krótkim ,,cześć''. Basista chciał skakać ze szczęścia, a Annie nie wiedziała co ma o tym myśleć... To jest randka? A może tylko zwykłe spotkanie? - rozmyślała.

Dzień później
Perspektywa Ann
Będę na Aerosmith, będę na Aaareeosmiith - podśpiewywałam rozrzucając po łóżku ciuchy. Co prawda nie miałam ich dużo, ale zawsze coś. Po pewnym czasie wybrałam czarną koszulkę z logiem zespołu, na którego koncert jadę i też czarną, rozkloszowaną spódniczkę przed kolano. Nie chcąc męczyć nóg, postanowiłam założyć po prostu glany. Nadal ze świetnym humorem weszłam do łazienki, umyłam się, załatwiłam potrzeby fizjologiczne i nałożyłam makijaż składający się ze smukłych kresek na powiekach i czerwonych ust. Po tym wszystkim wyszłam z zajmowanego przeze mnie pomieszczenia. Skierowałam się do drzwi, upewniając się przedtem, czy wszystko wzięłam. Wiążąc moje piętnasto-dziurkowe glany usłyszałam charakterystyczny
dźwięk dzwonka. Uśmiechnęłam się pod nosem na samą myśl zobaczenia legendy na scenie. Przełożyłam sznurówkę przez ostatnią dziurkę, po czym wstałam i przekręciłam zamek w drzwiach. Moim oczom ukazał się zwyczajny, codzienny widok. Wyobrażałam sobie Asha ubranego w jakiś garniaczek czy coś. A tutaj przychodzi mi w zwykłej koszulce... Aerosmith, czarnych rurkach i palestyńskich cichobiegach z bazaru... Pff... Oryginalność...
- Cześć - uśmiechnął się zniewalająco i podał mi rękę. - Gotowa?
_______________________
Jak już pisałam u góry, czuję się chujowo, ale powoli wszystko wraca do normy, spróbuję wrzucać teraz raz na tydzień, lud dwa.
 Rozdział z dość ważnym wątkiem do dalszych wydarzeń. Jak wam się podoba?
  

wtorek, 7 kwietnia 2015

#11 ,,Wybaczysz mi?''

- No jasne, trochę rozrywki mi się przyda - uśmiechnęłam się ciepło.
- Więc... ubierz się, widzimy się na dole.
Bez ruchu patrzyłam na oddalającą się sylwetkę bruneta, aż całkowicie zniknął za drzwiami. Ostrożnie odłożyłam ostry przedmiot do kosmetyczki, po czym wstałam z łóżka. Podeszłam do szafy. Z wielkim zażenowaniem zauważyłam, że posiadam tylko diw sukienki: jedną starą, a drugą bardzo krótką. Na zakupy nie ma czasu, więc chyba nie mam wyjścia. Całe szczęście, że jest czarna i bez koronek!
                                                               ***
 Taksówka podjechała na wielki podjazd sporych rozmiarów willi. Brunet powoli wysiadł i z uprzejmością godną dżentelmena otworzył mi drzwi. Ja na to lekko się zaśmiałam, ale już po chwili obserwowałam okolicę czekając na spłacenie rachunku przez Setha. Gdy już to uczynił ruszyliśmy razem do źródła muzyki. Było ją słychać na całe Los Angeles, więc nie sprawiło to większej trudności. Śmiało otworzyłam drzwi i moim oczom ukazał się wielki dom wypełniony masą ludzi.
- Miało być kilka osób... - przekrzykiwałam muzykę.
- No wiesz... dla Josepha to jest kilka osób. - podkreślając wyraz ,,to'' ukazał szereg białych ząbków. Pokręciłam głową i odwzajemniłam gest. Poczułam, że Seth ciągnie mnie za nadgarstek. Zapewne zauważył kogoś znajomego.
Nie myliłam się. Właśnie dołączaliśmy do grupki składającej się z Jake'a, Ashleya, Andyego i gospodarza - czyli Ronniego. Posłałam ciepły uśmiech zajmując wolne miejsce na kanapie. Wymieniłam kilka słów powitania z grupką, po czym Radke, jak to Radke zaproponował coś do picia. Z chęcią się zgodziłam. Mam zamiar najebać się do nieprzytomności. Sama nie wiem czemu, takie przeczucie, haha.
 Po przyniesieniu kilku drinków impreza trochę się rozkręciła. Przy takim towarzystwie bawiłam się świetnie, w szczególności, że dołączyła się do nas Juliet. Tylko jedno mnie rozpraszało. Wiercące mnie na każdym kroku spojrzenie Purdyego, było w nim coś niepokojącego. Nie było to pożądanie, on próbował wyczytać coś z moich myśli... Tylko co?
                                                                    ***
- Ekhem... Ann? Mogę cię prosić na chwilę? - usłyszałam głos za sobą. Odwróciłam się i napotkałam Asha. Czego on ode mnie chciał? Przecież przerywa mi picie! Właśnie Andy przyniósł taakie piękne drinki... Chuj... najwyżej mój plan najebania się chwilę poczeka. Bez słowa wstałam. Purdy delikatnie złapał mnie za nadgarstek i zaciągnął na dwór. Zatrzymaliśmy się, a on stanął przede mną. - Słuchaj, ja wiem, że ty to wszystko słyszałaś. Umiem rozpoznać, czy ktoś kłamie, czy nie. I dopiero teraz zdałem sobie sprawę co ja palnąłem. Wyrzuty sumienia mną targały, więc chciałbym... - zrobił chwilową przerwę. - przeprosić. Ja wiem, że to cię zraniło i możesz nie przyjąć, wiem, że jestem dupkiem, ale naprawdę żałuję. Wybaczysz mi? - stałam chwilę z otępiałą miną. Skąd on to wiedział? Dlaczego mnie przeprosił? Co ja mam mu odpowiedzieć? Po chwili namysłu nadal nie miałam pojęcia co powiedzieć, więc jedynie moje usta uformowały się w największy i najszczerszy uśmiech na jaki było mnie stać.
- Wybaczam ci, to nic wielkiego. - bez namysłu rzuciłam mu się na szyję. Po kilku sekundach oderwałam się od jego szyi. - Idziesz potańczyć? - spytałam.
- Tak, jasne. Dzisiaj jeszcze nie byłem na parkiecie. - wyszczerzył ząbki. Z bananem przyklejonym do twarzy przeszłam przez drzwi, po czym znalazłam skrawek wolnej podłogi. Jak na moje (nie)szczęście zaczęła lecieć wolna piosenka. Zarzuciłam Ashowi ręce na szyję i zaczęłam poruszać biodrami w rytm piosenki.
 Po skończonym tańcu przyłączyliśmy się do naszej grupki. Zauważyłam, jak Andy wciąga rulonikem z banknotu jedną z białych kresek usypanych na stoliku. Cholera... Nigdy nie ćpałam.
- Popatrzcie kto przy... przyszedł! Ashuś i Ann. Chodźcie, mam dobry towar! - bełkotał nieźle wstawiony Biersack. Kurwa.... Ćpać czy nie, oto jest pytanie... W sumie obiecałam sobie, że się najebię... Ale jutro praca... Chuj, czego ne robi się dla dobrej zabawy? Podeszłam do stolika, wzięłam do ręki banknot i niewiele myśląc wciągnęłam jedną z dłuższych kresek. Oklapłam na fotel za mną. Odchyliłam głowę do tyłu i nie wiadomo kiedy odpłynęłam...













________________________________________________________________
Impreza u Radke jak zwykle bez ćpania się nie obyła :D. Cholera... Mam niedobór Nirvany, więc teraz mam na nią mega fazę :D. 5 kwietnia rocznica śmierci Kurta, pamiętaliście?
Wiem, że nie było 5 komentarzy ale tak jakoś napisałam i wam wstawiam. Wiem, że fabuła oklepana, ale potrzebne mi to było do dalszych wydarzeń. Piszcie czy się podobało. Wystarczy nawet kropka!
Jak widzicie Panda przeprosiła Ankę... Jak myślicie, szczerze?
4 komentarze - next

niedziela, 29 marca 2015

#10 ,,Nigdy więcej, Ann.''

- Cześć. - posłał mi uśmiech i zaprosił gestem ręki do środka. Zręcznie go omijając wkroczyłam do bordowego pomieszczenia. Rozejrzałam się po przedpokoju i bez namysłu przeszłam do dalszych drzwi. Były otworzone, usłyszałam skrawek rozmowy:
- Nie wiem jak ja będę z taką dziwką pracował. Pierwszy dzień i już chce się ze mną lizać, mam nadzieję, że niedługo ją wywalą...
- Masz racje stary, tylko CC chyba ją polubił. W sumie przyda się czasem, bo tyłek ma fajny. - zamarłam. Słowa wypowiedziane przez Ashleya i wokalistę wywołały dreszcze na moim ciele. Myśli toczyły nieprzerwaną walkę. Zabolało. Cholernie zabolało. Przypomniałam sobie czasy, w których byłam tak nazywana. Wszystkie wspomnienia razem z tymi słowami uderzyły do mojego mózgu zostawiając obrzydzenie do siebie i nienawiść do świata. Chciałam być normalna. Chciałam być radosną dziewczyną przepełnioną miłością. A kim jestem? Zwykłą kurwą. Jednak nie tylko ja tak uważam.
Wzięłam głębszy oddech. Przeczesałam włosy ręką i przybrałam jak najlepszą minę. Nic nie słyszałam, nikt nic nie mówił, jest zajebiście. Pewnym krokiem weszłam do studia nagraniowego, zaraz za mną wszedł Christian, który o niczym nie wiedział. Chłopcy popatrzyli po sobie niezręcznie.
- Eee... Ann... słyszałaś coś? - zaczął niepewnie lider zespołu.
- A co miałabym słyszeć? - odwróciłam się w jego stronę i podniosłam brew do góry. Starałam się brzmieć jak najnaturalniej, ale chyba źle mi to wychodziło.
- Ten... nic, tak sobie. - Biersack wymusił uśmiech na swojej twarzy i szybko odwrócił wzrok. Mam nadzieję, że uwierzył. Nie mam zamiaru zgrywać delikatnej i płakać im w koszulki.
- Co tak leżycie? Praca! - szybko zmieniłam temat. Co jak co, ale udawanie zajebiście pozytywnej wychodziło mi najlepiej. Chłopcy wydali z siebie jęk niezadowolenia. - Najpierw perkusja. - rzuciłam na odchodne sadzając przy tych wszystkich przyciskach. CC zajął swoje miejsce za szybą i zaczął grać. Co chwile były jakieś poprawki, zmiany i tak minęła mi reszta czasu w pracy.
Kilka godzin później...
- Do jutra! - posłałam sztuczny uśmiech w stronę pomieszczenia. Wyszłam. Zaraz za mną podążał Seth. Wsiadłam do wcześniej otworzonego auta. Droga minęła nam w niezręcznej ciszy. Po zajechaniu na podjazd szybko wysiadłam. Prawie biegiem pokonałam drogę dzielącą podjazd od domu. Nie zważyłam na skręcający się żołądek, od razu skierowałam swoje zwłoki do mojego tymczasowego pokoju. Usiadłam na skraju łóżka, powoli sięgnęłam po kosmetyczkę mieszczącą się w szufladzie. Odpięłam czarny zamek i moim oczom ukazała się czerwona od krwi, malutka żyletka. Uśmiechnęłam się półgębkiem. Wzięłam ją do ręki. Z psychopatycznym uśmiechem obracałam ją w palcach. Przez moją nieuwagę raniła moją skórę. Nie ukrywam, charakterystyczne pieczenie sprawiało mi przyjemność. Cholera, po co ja to robię? Okaleczam się, bo wieki król Andy coś o mnie powiedział? Kurwa...
- Japierdolę! Anka! Co ty odwalasz?! Zostaw to natychmiast! - brunet z przerażeniem w oczach doskoczył do mnie i przerwał jakże mądrą zabawę. Spojrzałam w jego oczy, malował się w nich smutek i troska. - Obiecałaś... - spuścił głowę. Dopiero teraz zauważyłam jaką jestem egoistką.
- Przepraszam... - powtórzyłam gest. On po chwili ciszy delikatnie ujął mój podbródek i spojrzał głęboko w moje źrenice. W jego dotyku czułam troskę. Kochałam go, tak bardzo go kochałam. Obiecywałam, ale zawsze muszę coś spieprzyć...
- Nigdy więcej. Ann, proszę, nigdy więcej. - wyszeptał, po czym wtuliłam się w jego ciało. Wdychałam jeszcze chwilę zapach jego perfum. Błogi nastrój przerwał refren ,,Lithium'' - Nirvany. Brunet odebrał. Spojrzałam na niego pytająco. Po skończeniu krótkiej rozmowy odpowiedział:
- U Radke jest impreza, jeśli wyrazisz chęć, to Ronnie byłby zaszczycony. - wyszczerzył się w moją stronę. Zastanowiłam się chwilę, po czym odparłam:
- No jasne, torchę rozrywki mi się przyda.

_____________________________________________________________
Zjebane na maksa ;-;. Chyba końcówki gorszej nie mogłam wymyślić xD.
Ale usprawiedliwię się cholernym bólem zatok i otępieniem umysłu.
Nie dobijajcie mnie nawet koncertem ;-;. No dobra, możecie mnie dobić, bo nadal mało mi relacji :D.
Haha! Jestem z siebie dumna! Zrobiła plan na  kilka rozdziałów :D.
Oczekuję na komentarze, nie mają to być jakieś długie eseje czy coś. Wystarczy kropka, chcę wiedzieć, czy ktoś to czyta, ponieważ obserwatorów jest 10, a komentarzy 5 ;c.
Dziękuję za przeczytanie moich wypocin!
Next - 5 komentarzy

wtorek, 17 marca 2015

#9 ,,Ona.''

- Seth do cholery!! Kto to jest?! - usłyszałam przeraźliwy krzyk jakiejś babki. Postanowiłam interweniować i ruszyłam w jej stronę. Po chwili znalazłam się już obok niej. Mogłam zmierzyć ją wzrokiem. Była szatynką z wielkimi cyckami, typowa dziewczyna Setha...
- Anna Palvin, przyjaciółka Setha - powiedziałam i sztucznie się uśmiechnęłam. Manager zdążył już przyjść i zaczął tłumaczyć, że jestem tylko jego przyjaciółką.
- Nie uwierzę w takie brednie!! Kto to kurwa jest?! - odepchnęła od siebie bruneta.
- Jestem jego przyjaciółką i tymczasowo tutaj mieszkam! - podniosłam głos.
- Dobrze... Ja czy ona? - zmierzyła mnie wzrokiem zabójcy. Przeniosła ciężar na jedną nogę i założyła ręce na piersiach. Z wyczekującą miną patrzyła na zdezorientowanego partnera.
- Słucham?! - teraz to Seth wydarł się  na nią. Chętnie bym ich zostawiła samych, ale boję się o tego małego, bezbronnego, gupiego, mojego braciszka.
- Ja czy ona?! Wybieraj! - zrobiło mi się gorąco. Boję się co wybierze ,,mój brat''. Zaczęłam głębiej oddychać.
- Ona. Wybieram Ann. - po chwili ciszy zabrał głos. Ogarnęła mnie fala szczęścia. Rzuciłam się mu na szyję i mocno przytuliłam. Kątem oka mogłam zauważyć rozdziawioną buzię ex Setha. Po kilku sekundach stania jak słup soli postanowiła się wycofać. Z miną wyrażającą większość jej emocji opuściła nas. Ta sytuacja była dziwna...
- Seth, skąd ty bierzesz takie ,,coś''? - przy ostatnim słowie zrobiłam cudzysłów w powietrzu i lekko podniosłam kąciki ust do góry. Chyba to pytanie było nie na miejscu, ponieważ zasmucił się. - Eee... no to... może wytłumaczysz mi co będę głównie robić? Muszę sobie troszkę przypomnieć. - uśmiechnęłam się zachęcająco. On pokiwał twierdząco głową i pociągnął mnie najpierw do szuflady z papierami a potem usiadł po turecku naprzeciwko mnie. Zaczął tłumaczyć moje obowiązki i takie tam inne...
Perspektywa blondyna z parku (XDD)
- A dałabyś mi może swój numer?- zebrałem się na odwagę i zapytałem. Wyjąłem telefon z kieszeni i z proszącym spojrzeniem podałem go dziewczynie.
 - Nie. Znaczy się tak. Albo eee...yyy... tak - blondynka lekko się zarumieniła. Wyglądała tak słodko... Ale po wpisaniu numeru na ekranie szybko uciekła. Stałem jeszcze chwilę wpatrując się w jej coraz bardziej oddalające się piękne ciało. Nie wiedząc co ze sobą zrobić wróciłem na swoje poprzednie umiejscowienie tyłka. Usiadłem i zapaliłem papierosa, rzadko palę, ale papierosy i zapalniczke mam przy sobie zawsze. Rozkoszując się przyjemnym drapaniem w płucach wpatrywałem się w staw. Nie myślałem o niczym, po prostu siedziałem i paliłem. Wyłączyłem wszelkie wspomnienia, myśli, natchnienie.
Poczułem dreszcz przebiegający po całym moim ciele. Wzdrygnąłem się i rozejrzałem. Robiło się ciemno, więc postanowiłem wrócić do domu. Powoli podniosłem swoje zwłoki z ławki i skierowałem się w stronę mojego domu. Mieszkałem kilka metrów obok parku, więc drogę pokonałem w bardzo krótki czas. Wskoczyłem po dwa stopnie na ostatnie piętro kamienicy i śmiało otworzyłem drzwi. Powitał mnie nieprzyjemny smród alkoholu, papierosów i chuj wie czego. Głośno westchnąłem i przeszedłem po pokojach, aby sprawdzić powód tego zapachu. Matki nie było, więc mogłem spokojnie przespać noc. Gdy byłem mały mój brat musiał ze mną siedzieć i mnie pilnować. Bałem się. Bałem się własnej matki. Tego co może zrobić, kogo może przyprowadzić. Po śmierci ojca zaczęła pić. Na początku nie wiedziałem co się z nią dzieje, ale potem zrozumiałem. Z powodu jej wyzwisk, ciągłego picia okaleczałem swoje ręce, nogi, czasem brzuch. Żałuję tego, ale gdybym przeżył znowu takie cierpienie zapewne zrobiłbym to samo.
Zdjąłem buty i nie zdejmując ubrania wskoczyłem pod kołdrę. Nie wiadomo kiedy odpłynąłem w objęcia morfeusza.
Perspektywa Ann
- No... to by było na tyle - uśmiechnął się do mnie nieznacznie brunet i wstał ze swojego wcześniejszego miejsca. Ja zrobiłam to samo i bez słowa skierowałam swoje zwłoki do mojego pokoju po coś do spania a następnie do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi i zrzuciłam ubrania na podłogę. Weszłam pod prysznic i przekręciłam kurek od ciepłej wody. Fala gorąca przebiegła przez moje ciało. Wzięłam żel i namydliłam całe ciało. Po spłukaniu tego wszystkiego wytarłam się ręcznikiem do sucha i założyłam piżamę. Wyszłam z pomieszczenia i walnęłam się na miękkie łóżko. Sprawdziłam jeszcze Twittera, Facebooka itp. Przekręciłam się na bok i zasnęłam.
Następnego dnia...
Obudziło mnie wkurwiające piszczenie budzika. No kurwa! Dlaczego muszę wstawać tak wcześnie? Ech... no w sumie moja wymarzona praca wymaga poświęceń. Pacnęłam budzik, aby się wyłączył. Odrzuciłem kołdrę i powoli usiadłam na brzegu łóżka. Potrząsnęłam głową i wstałam. Wyjęłam z szafy czarne leginsy i białą, elegancką bluzkę. Nie mam pojęcia po co, ale w pierwszym dniu pracy powinnam ładnie wyglądać. Uśmiechnęłam się sama do siebie i wyszłam z pokoju. Akurat z łazienki wyszedł mój współlokator. Prześlizgnęłam się przez drzwi i je zamknęłam. Zrobiłam wszystkie czynności związane z tym pomieszczeniem i zadowolona ze swojego makijażu wyszłam na korytarz. Zabrałam jeszcze z pokoju torebkę, do której włożyłam telefon i portfel. Zeszłam na dół. Seth jadł śniadanie, a obok niego leżał pusty talerz, którego z chęcią zapełniłam jajecznicą. Zjedliśmy jakże wykwintne danie i wsiedliśmy do czarnego Audi. Studio było niedaleko, więc droga minęła szybko.
Weszłam do ceglanego budynku na podane piętro. Zadzwoniłam dzwonkiem i już po chwili w drzwiach stał CC.

 5 komentarzy - next!
Jeśli czytacie to komentujecie!

czwartek, 26 lutego 2015

Informacja!

 Nie bójcie się! Możecie czytać to spokojnie!
No więc tak, w szkole mam naprawdę masę prac domowych, przez następne 2 tyg mam codziennie sprawdzian lub kartkówkę. Mam dużo pomysłów, ale nie mogę jakoś zabrać się do tego rozdziału. Zrobię sobię krótką przerwę. W ten czas spróbuję cokolwiek napisać, może mi się uda, a może leniwe palce nie pozwolą. Naprawdę lubię pisać te rozdziały. Piszę je trochę dla czytelników, ale czerpię też z tego dużo przyjemność.
 Tak więc jak już mówiłam spróbuję coś nabazgrać i wracam za... nie wiem kiedy (niedługo!) :D.
Do zobaczenia!