- To może...Wyjdziemy gdzieś do klubu? - spytałam lekko poddenerwowana. Nie na co dzień przecież całuje cię Ashley Purdy... - Tak, dobry pomysł! - uśmiechnął się, po czym ruszyliśmy do The Troubadour. Przez całą drogę dużo rozmawialiśmy. To o naszych zainteresowaniach, guscie muzycznym, czy o pingwinach... Taak, dorośli ludzie rozmawiają o pingwinach...
***
Ash i Annie trzymając się za ręce weszli do klubu. Do nozdrzy dziewczyny dostał się nieprzyjemny zapach potu i papierosów. Bruneta jakoś bardziej to nie zdziwiło, był przyzwyczajony do szwendania się po mieście, upijania smutków w alkoholu, brania narkotyków, numerków na jedną noc. Właściwie to całe jego życie obiegało koło tego. Był jeszcze zespół, to on zawsze ratował go przed przedawkowaniem. Gdyby tak bardzo nie zależało mu na tych ludziach, już dawno leżałby zakopany w ziemi... Ale lubił ten tryb życia. Każdy, kto poznał Purdy'ego myślał, że jest szczęśliwy. To mu pomagało. Przez to nikt nie wiedział, że cierpi, że jest mu trudno, że nie ma nikogo, że czasami nie daje rady, że czasami nie może w to wszystko uwierzyć, że czasami nie chce żyć, że czasami chce kogoś zabić, że czasami chce płakać, że czasami chce krzyczeć... Że czasami po prostu osuwa się z nóg, zakrywa się dłońmi i rozmyśla, czy jest jakiś sens?
Na scenie stała jakaś czteroosobowa, rockowa grupa. Ashley dobrze znał wokalistę, kolega po fachu.
- Znasz ich? - spytała lekko zauroczona wokalistą. - Tak, to Falling In Reverse. Często razem imprezujemy z wokalistą - posłał nikły uśmiech brązowooki. Bez słowa, bo i tak muzyka by ich zagłuszyła przeszli do najbardziej oddalonego stolika. Nie było tutaj aż tak głośno, więc mogli spokojnie rozmawiać, co też po chwili uczynili. Po kilku minutach przyszła kelnerka. Była szatynką z mocnym makijażem i wprost wylewającymi się piersiami spod skąpej sukienki.
- Coś podać? - posłała sztuczny uśmiech znużona już swoją pracą.
- Dwa razy trzy kolejki... - zaczął Purdy
- I dwa Jack Daniels'y - dokończyła Ann. Spojrzeli po sobie znacząco, po czym parsknęli śmiechem. Szatynka tylko kiwnęła głową i zawróciła do baru.
Ashley bardzo dobrze dogadywał się z Ann. Znaleźli swój wspólny język, ich rozmowy mogły nie mieć końca, niby wszystkie tematy zostały wyczerpane, ale rozmowa dalej się kleiła. Palvin czuła, jakby znała się z basistą od lat. Ich wymianę zdań o obsesji Andy'ego na punkcie Batmana przerwał mężczyzna.
- Cześć - Ash uśmiechnął się i podał dłoń. - Gotowa?
- No jasne - odwzajemniłam gest. Delikatnie położyłam swoją rękę na jego, on pomógł mi zejść po schodkach i objął w pasie. Przy każdym jego dotyku czułam przyjemne dreszcze oplatające moje ciało. Stwierdziliśmy wspólnie, że przejdziemy się, bo występ miał się odbyć na Sunset, czyli mojej ulicy. Powoli mijaliśmy przeróżne kluby i bary. Neonowe napisy raziły w oczy, ale to tylko nadawało urok temu miejscu. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo kocham to miejsce... Ach, Sunset... Dobrze pamiętam, jak chodziłam się naćpać i nachlać do
The Roxy, albo Troubadour. Piękne, a zarazem straszne czasy. Nadal nie zapomniałam... Nie zapomnę tego dotyku, tego obrzydzenia, tego miejsca i jego oddechu. Nie chcę o tym myśleć! Ann, przestań! Haha, to zabawne, że krzyczę na siebie nawet w myślach...
- Annie, jesteśmy na miejscu - zakomunikował Ashley. Na te słowa na moją twarz zagościł wielki banan, a w brzuchu pojawiły się motyle. Aerosmith! Ile ja bym dała za życie w latach 80... Guns N' Roses, Skid Row, Metallica, Aerosmith! Taak, to były czasy. W trakcie moich przemyśleń nad zajebistością lat 80 zdążyliśmy z Purdym dojść pod samą scenę. Po niecałej minucie na scenę wbiegł Steven, potem Joe, Tom, Brad i Joey rozpoczynając Eat The Rich . Na widok moich idoli, którzy stali tuż przede mną zrobiło mi się gorąco. Fanki zaczęły piszczeć, a zespół rozkręcać. Drugim utworem było Back in the Saddle, nieco spokojniejszy utwór wywołał lekką nostalgię. Potem zagrali: Love in an Elevator, Toys in the Attic, Oh Yeah i kilkanaście innych, przezajebistych utworów.
Bawiłam się świetnie przez wszystkie piosenki, niestety Tyler zapowiedział, że I Don't Want to Miss a Thing będzie ostatnią piosenką. Gdy popłynęły pierwsze, subtelne dźwięki, Purdy niespodziewanie obrócił mnie tak abym miała idealny widok na jego brązowe tęczówki. Jak zahipnotyzowana wpatrywałam się w magicznie błyszczące oczy. Chciałabym, żeby trwało to wiecznie.
I just wanna hold you close Feel your heart so close to mine And just stay here in this moment For all the rest of time. W momencie wypowiedzenia tych słów przez Steviego, Ashley delikatnie złapał mój podbródek i musnął usta. Mój umysł wyłączył się w tej chwili. Przestałam słyszeć dźwięki utworu, zamknęłam oczy i pozwoliłam trwać dalej pocałunkowi. Czułam przyjemne dreszcze i motyle w brzuchu. Nie obchodziło mnie, że moje żebra cierpią pod wpływem nacisku innych ludzi. W tym momencie byłam tylko ja i on... Gdy zabrakło mi powietrza oderwałam się od Asha. Momentalnie oprzytomniałam... Brunet zakrył usta dłonią, a ja jak głupia wpatrywałam się w niego.
- Chodź. - przekrzyczał tłum. Złapał mnie za rękę i prowadził między ludźmi. Jakimś cudem wyszliśmy z tego cało. Perspektywa Ash'a
Wyszedłem z klubu, w którym odbywał się koncert. Kilka metrów za wyjściem przystanąłem. - Ja... Przepraszam za to. Poniosło mnie i ni... - zacząłem się tłumaczyć, ale nie dane mi było dokończyć, ponieważ przerwała mi Ann.
- Nic się nie stało. Może o tym zapomnijmy? - uśmiechnęła się pocieszająco. Zapomnijmy? Nie! No kurwa. Nie chcę zapominać!
- T-tak. Tak będzie najlepiej - wymusiłem uśmiech. Przeczę sam sobie...
__________________________________________________
Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, PRZEPRASZAM!
Nie było mnie tu bardzo długo, za co cholernie Was przepraszam. Macie taki gówniany rozdział na przeprosiny. Jeśli będzie Wam się chciało to może za tydzień/dwa będzie next. 4 komentarze = next!
Najmocniej Was przepraszam, że przez tyle czasu nic nie wstawiałam. Przez ten okres dużo się zmieniło i popsuło, ale teraz spróbuję wstawiać rodziały raz na tydzień lub dwa :)
____________________________
Agh! Moja głowa! Co jest?! Otworzyłam oczy i mimowolnie drgnęłam. Leżałam na czymś twardym... Ał... Rozejrzałam się po otaczającym mnie syfie. Pełno butelek, papierosów, pudełek po pizzy i tym podobnych. Zatrzymałam wzrok na mojej ,,poduszce''. Kurwa, dlaczego spałam na jakimś facecie?! Wydaje się mi znajomy... To ten blondas-pedał z parku! Wyjęłam telefon z kieszeni i spojrzałam na godzinę. No nie, 9:15. Nie zdążę do pracy za nic w świecie...
Gwałtownie wstałam, na co Wielka-Grzywka otworzyła oczy. Patrzyłam chwilę na rzadkie zdarzenie pobudki po imprezie. Niesamowite, wow.
- O! Ty! Ja cię znam! - wyszeptał
- Eee... No. - palnęłam tempo
- Woody! - zawył po kilku chwilach łączenia wątków. Posłusznie przeszłam niczym ninja nad ciałami moich ofiar (czyli zgonujących po balu). Niewiele myśląc wzięłam pierwszą z brzegu szklankę i nalałam kranówy. Dzień dobroci dla zwierząt?
*** Uwaaga! Tutaj następuje zmiana na 3-os ;). Wolę tak właśnie pisać, piszcie co o tym myślicie!
Cały zespół siedział właśnie na skórzanej kanapie. Nie rozmawiali, lecz słuchali. Swoim wyćwiczonym uchem wsłuchiwali się w każde pojedyncze dźwięki piosenki. Mieli wydać singiel, który właśnie zatwierdzali. Wyłapywali błędy, niedociągnięcia czy fałsze gitar lub wokalu. Każdy był już znudzony kilkugodzinnym pobytem w studiu, ale taka była ich praca. Lecz jeden członek zespołu był chyba najdalej myślami. Ashley rozważał każde słowo, każdy ruch, który wykona. W swojej głowie był właśnie na koncercie. Nie takim zwykłym! Wpatrywał się w drobne ciało przepięknej blondynki, przez którą nie mógł spać po nocach.
- Ej, Ash! - z zamyślenia wyrwał go głos Christiana. - Wychodzimy już. - na tę wiadomość cholernie się ucieszył. Wstał i zawiesił swój wzrok na opuszczającej pomieszczenie kobiecie. Zabrał ze stolika okulary i ku zdziwieniu innych wybiegł ze studia. Nie musiał długo przebierać nogami, aby dogonić Annie.
- Ann! - zawołał. Brunetka gwałtownie się odwróciła. Ashley podszedł na bezpieczną odległość i bez większego namysłu wypalił: - Emm... Jutro jest koncert Aerosmith i... poszłabyś ze mną? - na początku Ann nie wierzyła w jego słowa, ale już po chwili rzuciła się w silne ramiona basisty. Na początku zesztywniał, po czym troczkę się rozluźnił. Managerka speszona oderwała się od rozgrzanego torsu Asha.
- To znaczy... No... Mogę z tobą pójść - powiedziała uciekając wzrokiem od brązowych tęczówek. Na tę reakcję brunet lekko się roześmiał.
- To podjadę do ciebie o 17 - puścił jej oczko. Pożegnali się krótkim ,,cześć''. Basista chciał skakać ze szczęścia, a Annie nie wiedziała co ma o tym myśleć... To jest randka? A może tylko zwykłe spotkanie? - rozmyślała.
Dzień później Perspektywa Ann
Będę na Aerosmith, będę na Aaareeosmiith - podśpiewywałam rozrzucając po łóżku ciuchy. Co prawda nie miałam ich dużo, ale zawsze coś. Po pewnym czasie wybrałam czarną koszulkę z logiem zespołu, na którego koncert jadę i też czarną, rozkloszowaną spódniczkę przed kolano. Nie chcąc męczyć nóg, postanowiłam założyć po prostu glany. Nadal ze świetnym humorem weszłam do łazienki, umyłam się, załatwiłam potrzeby fizjologiczne i nałożyłam makijaż składający się ze smukłych kresek na powiekach i czerwonych ust. Po tym wszystkim wyszłam z zajmowanego przeze mnie pomieszczenia. Skierowałam się do drzwi, upewniając się przedtem, czy wszystko wzięłam. Wiążąc moje piętnasto-dziurkowe glany usłyszałam charakterystyczny
dźwięk dzwonka. Uśmiechnęłam się pod nosem na samą myśl zobaczenia legendy na scenie. Przełożyłam sznurówkę przez ostatnią dziurkę, po czym wstałam i przekręciłam zamek w drzwiach. Moim oczom ukazał się zwyczajny, codzienny widok. Wyobrażałam sobie Asha ubranego w jakiś garniaczek czy coś. A tutaj przychodzi mi w zwykłej koszulce... Aerosmith, czarnych rurkach i palestyńskich cichobiegach z bazaru... Pff... Oryginalność...
- Cześć - uśmiechnął się zniewalająco i podał mi rękę. - Gotowa?
_______________________
Jak już pisałam u góry, czuję się chujowo, ale powoli wszystko wraca do normy, spróbuję wrzucać teraz raz na tydzień, lud dwa.
Rozdział z dość ważnym wątkiem do dalszych wydarzeń. Jak wam się podoba?
- No jasne, trochę rozrywki mi się przyda - uśmiechnęłam się ciepło.
- Więc... ubierz się, widzimy się na dole.
Bez ruchu patrzyłam na oddalającą się sylwetkę bruneta, aż całkowicie zniknął za drzwiami. Ostrożnie odłożyłam ostry przedmiot do kosmetyczki, po czym wstałam z łóżka. Podeszłam do szafy. Z wielkim zażenowaniem zauważyłam, że posiadam tylko diw sukienki: jedną starą, a drugą bardzo krótką. Na zakupy nie ma czasu, więc chyba nie mam wyjścia. Całe szczęście, że jest czarna i bez koronek!
***
Taksówka podjechała na wielki podjazd sporych rozmiarów willi. Brunet powoli wysiadł i z uprzejmością godną dżentelmena otworzył mi drzwi. Ja na to lekko się zaśmiałam, ale już po chwili obserwowałam okolicę czekając na spłacenie rachunku przez Setha. Gdy już to uczynił ruszyliśmy razem do źródła muzyki. Było ją słychać na całe Los Angeles, więc nie sprawiło to większej trudności. Śmiało otworzyłam drzwi i moim oczom ukazał się wielki dom wypełniony masą ludzi.
- Miało być kilka osób... - przekrzykiwałam muzykę.
- No wiesz... dla Josepha to jest kilka osób. - podkreślając wyraz ,,to'' ukazał szereg białych ząbków. Pokręciłam głową i odwzajemniłam gest. Poczułam, że Seth ciągnie mnie za nadgarstek. Zapewne zauważył kogoś znajomego.
Nie myliłam się. Właśnie dołączaliśmy do grupki składającej się z Jake'a, Ashleya, Andyego i gospodarza - czyli Ronniego. Posłałam ciepły uśmiech zajmując wolne miejsce na kanapie. Wymieniłam kilka słów powitania z grupką, po czym Radke, jak to Radke zaproponował coś do picia. Z chęcią się zgodziłam. Mam zamiar najebać się do nieprzytomności. Sama nie wiem czemu, takie przeczucie, haha.
Po przyniesieniu kilku drinków impreza trochę się rozkręciła. Przy takim towarzystwie bawiłam się świetnie, w szczególności, że dołączyła się do nas Juliet. Tylko jedno mnie rozpraszało. Wiercące mnie na każdym kroku spojrzenie Purdyego, było w nim coś niepokojącego. Nie było to pożądanie, on próbował wyczytać coś z moich myśli... Tylko co?
***
- Ekhem... Ann? Mogę cię prosić na chwilę? - usłyszałam głos za sobą. Odwróciłam się i napotkałam Asha. Czego on ode mnie chciał? Przecież przerywa mi picie! Właśnie Andy przyniósł taakie piękne drinki... Chuj... najwyżej mój plan najebania się chwilę poczeka. Bez słowa wstałam. Purdy delikatnie złapał mnie za nadgarstek i zaciągnął na dwór. Zatrzymaliśmy się, a on stanął przede mną. - Słuchaj, ja wiem, że ty to wszystko słyszałaś. Umiem rozpoznać, czy ktoś kłamie, czy nie. I dopiero teraz zdałem sobie sprawę co ja palnąłem. Wyrzuty sumienia mną targały, więc chciałbym... - zrobił chwilową przerwę. - przeprosić. Ja wiem, że to cię zraniło i możesz nie przyjąć, wiem, że jestem dupkiem, ale naprawdę żałuję. Wybaczysz mi? - stałam chwilę z otępiałą miną. Skąd on to wiedział? Dlaczego mnie przeprosił? Co ja mam mu odpowiedzieć? Po chwili namysłu nadal nie miałam pojęcia co powiedzieć, więc jedynie moje usta uformowały się w największy i najszczerszy uśmiech na jaki było mnie stać.
- Wybaczam ci, to nic wielkiego. - bez namysłu rzuciłam mu się na szyję. Po kilku sekundach oderwałam się od jego szyi. - Idziesz potańczyć? - spytałam.
- Tak, jasne. Dzisiaj jeszcze nie byłem na parkiecie. - wyszczerzył ząbki. Z bananem przyklejonym do twarzy przeszłam przez drzwi, po czym znalazłam skrawek wolnej podłogi. Jak na moje (nie)szczęście zaczęła lecieć wolna piosenka. Zarzuciłam Ashowi ręce na szyję i zaczęłam poruszać biodrami w rytm piosenki.
Po skończonym tańcu przyłączyliśmy się do naszej grupki. Zauważyłam, jak Andy wciąga rulonikem z banknotu jedną z białych kresek usypanych na stoliku. Cholera... Nigdy nie ćpałam.
- Popatrzcie kto przy... przyszedł! Ashuś i Ann. Chodźcie, mam dobry towar! - bełkotał nieźle wstawiony Biersack. Kurwa.... Ćpać czy nie, oto jest pytanie... W sumie obiecałam sobie, że się najebię... Ale jutro praca... Chuj, czego ne robi się dla dobrej zabawy? Podeszłam do stolika, wzięłam do ręki banknot i niewiele myśląc wciągnęłam jedną z dłuższych kresek. Oklapłam na fotel za mną. Odchyliłam głowę do tyłu i nie wiadomo kiedy odpłynęłam...
________________________________________________________________
Impreza u Radke jak zwykle bez ćpania się nie obyła :D. Cholera... Mam niedobór Nirvany, więc teraz mam na nią mega fazę :D. 5 kwietnia rocznica śmierci Kurta, pamiętaliście?
Wiem, że nie było 5 komentarzy ale tak jakoś napisałam i wam wstawiam. Wiem, że fabuła oklepana, ale potrzebne mi to było do dalszych wydarzeń. Piszcie czy się podobało. Wystarczy nawet kropka!
Jak widzicie Panda przeprosiła Ankę... Jak myślicie, szczerze? 4 komentarze - next
- Cześć. - posłał mi uśmiech i zaprosił gestem ręki do środka. Zręcznie go omijając wkroczyłam do bordowego pomieszczenia. Rozejrzałam się po przedpokoju i bez namysłu przeszłam do dalszych drzwi. Były otworzone, usłyszałam skrawek rozmowy:
- Nie wiem jak ja będę z taką dziwką pracował. Pierwszy dzień i już chce się ze mną lizać, mam nadzieję, że niedługo ją wywalą...
- Masz racje stary, tylko CC chyba ją polubił. W sumie przyda się czasem, bo tyłek ma fajny. - zamarłam. Słowa wypowiedziane przez Ashleya i wokalistę wywołały dreszcze na moim ciele. Myśli toczyły nieprzerwaną walkę. Zabolało. Cholernie zabolało. Przypomniałam sobie czasy, w których byłam tak nazywana. Wszystkie wspomnienia razem z tymi słowami uderzyły do mojego mózgu zostawiając obrzydzenie do siebie i nienawiść do świata. Chciałam być normalna. Chciałam być radosną dziewczyną przepełnioną miłością. A kim jestem? Zwykłą kurwą. Jednak nie tylko ja tak uważam.
Wzięłam głębszy oddech. Przeczesałam włosy ręką i przybrałam jak najlepszą minę. Nic nie słyszałam, nikt nic nie mówił, jest zajebiście. Pewnym krokiem weszłam do studia nagraniowego, zaraz za mną wszedł Christian, który o niczym nie wiedział. Chłopcy popatrzyli po sobie niezręcznie.
- Eee... Ann... słyszałaś coś? - zaczął niepewnie lider zespołu.
- A co miałabym słyszeć? - odwróciłam się w jego stronę i podniosłam brew do góry. Starałam się brzmieć jak najnaturalniej, ale chyba źle mi to wychodziło.
- Ten... nic, tak sobie. - Biersack wymusił uśmiech na swojej twarzy i szybko odwrócił wzrok. Mam nadzieję, że uwierzył. Nie mam zamiaru zgrywać delikatnej i płakać im w koszulki.
- Co tak leżycie? Praca! - szybko zmieniłam temat. Co jak co, ale udawanie zajebiście pozytywnej wychodziło mi najlepiej. Chłopcy wydali z siebie jęk niezadowolenia. - Najpierw perkusja. - rzuciłam na odchodne sadzając przy tych wszystkich przyciskach. CC zajął swoje miejsce za szybą i zaczął grać. Co chwile były jakieś poprawki, zmiany i tak minęła mi reszta czasu w pracy. Kilka godzin później...
- Do jutra! - posłałam sztuczny uśmiech w stronę pomieszczenia. Wyszłam. Zaraz za mną podążał Seth. Wsiadłam do wcześniej otworzonego auta. Droga minęła nam w niezręcznej ciszy. Po zajechaniu na podjazd szybko wysiadłam. Prawie biegiem pokonałam drogę dzielącą podjazd od domu. Nie zważyłam na skręcający się żołądek, od razu skierowałam swoje zwłoki do mojego tymczasowego pokoju. Usiadłam na skraju łóżka, powoli sięgnęłam po kosmetyczkę mieszczącą się w szufladzie. Odpięłam czarny zamek i moim oczom ukazała się czerwona od krwi, malutka żyletka. Uśmiechnęłam się półgębkiem. Wzięłam ją do ręki. Z psychopatycznym uśmiechem obracałam ją w palcach. Przez moją nieuwagę raniła moją skórę. Nie ukrywam, charakterystyczne pieczenie sprawiało mi przyjemność. Cholera, po co ja to robię? Okaleczam się, bo wieki król Andy coś o mnie powiedział? Kurwa... - Japierdolę! Anka! Co ty odwalasz?! Zostaw to natychmiast! - brunet z przerażeniem w oczach doskoczył do mnie i przerwał jakże mądrą zabawę. Spojrzałam w jego oczy, malował się w nich smutek i troska. - Obiecałaś... - spuścił głowę. Dopiero teraz zauważyłam jaką jestem egoistką.
- Przepraszam... - powtórzyłam gest. On po chwili ciszy delikatnie ujął mój podbródek i spojrzał głęboko w moje źrenice. W jego dotyku czułam troskę. Kochałam go, tak bardzo go kochałam. Obiecywałam, ale zawsze muszę coś spieprzyć...
- Nigdy więcej. Ann, proszę, nigdy więcej. - wyszeptał, po czym wtuliłam się w jego ciało. Wdychałam jeszcze chwilę zapach jego perfum. Błogi nastrój przerwał refren ,,Lithium'' - Nirvany. Brunet odebrał. Spojrzałam na niego pytająco. Po skończeniu krótkiej rozmowy odpowiedział:
- U Radke jest impreza, jeśli wyrazisz chęć, to Ronnie byłby zaszczycony. - wyszczerzył się w moją stronę. Zastanowiłam się chwilę, po czym odparłam:
- No jasne, torchę rozrywki mi się przyda.
_____________________________________________________________
Zjebane na maksa ;-;. Chyba końcówki gorszej nie mogłam wymyślić xD.
Ale usprawiedliwię się cholernym bólem zatok i otępieniem umysłu.
Nie dobijajcie mnie nawet koncertem ;-;. No dobra, możecie mnie dobić, bo nadal mało mi relacji :D.
Haha! Jestem z siebie dumna! Zrobiła plan na kilka rozdziałów :D.
Oczekuję na komentarze, nie mają to być jakieś długie eseje czy coś. Wystarczy kropka, chcę wiedzieć, czy ktoś to czyta, ponieważ obserwatorów jest 10, a komentarzy 5 ;c.
Dziękuję za przeczytanie moich wypocin!
- Seth do cholery!! Kto to jest?! - usłyszałam przeraźliwy krzyk jakiejś babki. Postanowiłam interweniować i ruszyłam w jej stronę. Po chwili znalazłam się już obok niej. Mogłam zmierzyć ją wzrokiem. Była szatynką z wielkimi cyckami, typowa dziewczyna Setha...
- Anna Palvin, przyjaciółka Setha - powiedziałam i sztucznie się uśmiechnęłam. Manager zdążył już przyjść i zaczął tłumaczyć, że jestem tylko jego przyjaciółką.
- Nie uwierzę w takie brednie!! Kto to kurwa jest?! - odepchnęła od siebie bruneta.
- Jestem jego przyjaciółką i tymczasowo tutaj mieszkam! - podniosłam głos.
- Dobrze... Ja czy ona? - zmierzyła mnie wzrokiem zabójcy. Przeniosła ciężar na jedną nogę i założyła ręce na piersiach. Z wyczekującą miną patrzyła na zdezorientowanego partnera.
- Słucham?! - teraz to Seth wydarł się na nią. Chętnie bym ich zostawiła samych, ale boję się o tego małego, bezbronnego, gupiego, mojego braciszka.
- Ja czy ona?! Wybieraj! - zrobiło mi się gorąco. Boję się co wybierze ,,mój brat''. Zaczęłam głębiej oddychać.
- Ona. Wybieram Ann. - po chwili ciszy zabrał głos. Ogarnęła mnie fala szczęścia. Rzuciłam się mu na szyję i mocno przytuliłam. Kątem oka mogłam zauważyć rozdziawioną buzię ex Setha. Po kilku sekundach stania jak słup soli postanowiła się wycofać. Z miną wyrażającą większość jej emocji opuściła nas. Ta sytuacja była dziwna...
- Seth, skąd ty bierzesz takie ,,coś''? - przy ostatnim słowie zrobiłam cudzysłów w powietrzu i lekko podniosłam kąciki ust do góry. Chyba to pytanie było nie na miejscu, ponieważ zasmucił się. - Eee... no to... może wytłumaczysz mi co będę głównie robić? Muszę sobie troszkę przypomnieć. - uśmiechnęłam się zachęcająco. On pokiwał twierdząco głową i pociągnął mnie najpierw do szuflady z papierami a potem usiadł po turecku naprzeciwko mnie. Zaczął tłumaczyć moje obowiązki i takie tam inne... Perspektywa blondyna z parku (XDD)
- A dałabyś mi może swój numer?- zebrałem się na odwagę i zapytałem. Wyjąłem telefon z kieszeni i z proszącym spojrzeniem podałem go dziewczynie.
- Nie. Znaczy się tak. Albo eee...yyy... tak - blondynka lekko się zarumieniła. Wyglądała tak słodko... Ale po wpisaniu numeru na ekranie szybko uciekła. Stałem jeszcze chwilę wpatrując się w jej coraz bardziej oddalające się piękne ciało. Nie wiedząc co ze sobą zrobić wróciłem na swoje poprzednie umiejscowienie tyłka. Usiadłem i zapaliłem papierosa, rzadko palę, ale papierosy i zapalniczke mam przy sobie zawsze. Rozkoszując się przyjemnym drapaniem w płucach wpatrywałem się w staw. Nie myślałem o niczym, po prostu siedziałem i paliłem. Wyłączyłem wszelkie wspomnienia, myśli, natchnienie.
Poczułem dreszcz przebiegający po całym moim ciele. Wzdrygnąłem się i rozejrzałem. Robiło się ciemno, więc postanowiłem wrócić do domu. Powoli podniosłem swoje zwłoki z ławki i skierowałem się w stronę mojego domu. Mieszkałem kilka metrów obok parku, więc drogę pokonałem w bardzo krótki czas. Wskoczyłem po dwa stopnie na ostatnie piętro kamienicy i śmiało otworzyłem drzwi. Powitał mnie nieprzyjemny smród alkoholu, papierosów i chuj wie czego. Głośno westchnąłem i przeszedłem po pokojach, aby sprawdzić powód tego zapachu. Matki nie było, więc mogłem spokojnie przespać noc. Gdy byłem mały mój brat musiał ze mną siedzieć i mnie pilnować. Bałem się. Bałem się własnej matki. Tego co może zrobić, kogo może przyprowadzić. Po śmierci ojca zaczęła pić. Na początku nie wiedziałem co się z nią dzieje, ale potem zrozumiałem. Z powodu jej wyzwisk, ciągłego picia okaleczałem swoje ręce, nogi, czasem brzuch. Żałuję tego, ale gdybym przeżył znowu takie cierpienie zapewne zrobiłbym to samo.
Zdjąłem buty i nie zdejmując ubrania wskoczyłem pod kołdrę. Nie wiadomo kiedy odpłynąłem w objęcia morfeusza. Perspektywa Ann
- No... to by było na tyle - uśmiechnął się do mnie nieznacznie brunet i wstał ze swojego wcześniejszego miejsca. Ja zrobiłam to samo i bez słowa skierowałam swoje zwłoki do mojego pokoju po coś do spania a następnie do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi i zrzuciłam ubrania na podłogę. Weszłam pod prysznic i przekręciłam kurek od ciepłej wody. Fala gorąca przebiegła przez moje ciało. Wzięłam żel i namydliłam całe ciało. Po spłukaniu tego wszystkiego wytarłam się ręcznikiem do sucha i założyłam piżamę. Wyszłam z pomieszczenia i walnęłam się na miękkie łóżko. Sprawdziłam jeszcze Twittera, Facebooka itp. Przekręciłam się na bok i zasnęłam. Następnego dnia...
Obudziło mnie wkurwiające piszczenie budzika. No kurwa! Dlaczego muszęwstawać tak wcześnie? Ech... no w sumie moja wymarzona praca wymaga poświęceń. Pacnęłam budzik, aby się wyłączył. Odrzuciłem kołdrę i powoli usiadłam na brzegu łóżka. Potrząsnęłam głową i wstałam. Wyjęłam z szafy czarne leginsy i białą, elegancką bluzkę. Nie mam pojęcia po co, ale w pierwszym dniu pracy powinnam ładnie wyglądać. Uśmiechnęłam się sama do siebie i wyszłam z pokoju. Akurat z łazienki wyszedł mój współlokator. Prześlizgnęłam się przez drzwi i je zamknęłam. Zrobiłam wszystkie czynności związane z tym pomieszczeniem i zadowolona ze swojego makijażu wyszłam na korytarz. Zabrałam jeszcze z pokoju torebkę, do której włożyłam telefon i portfel. Zeszłam na dół. Seth jadł śniadanie, a obok niego leżał pusty talerz, którego z chęcią zapełniłam jajecznicą. Zjedliśmy jakże wykwintne danie i wsiedliśmy do czarnego Audi. Studio było niedaleko, więc droga minęła szybko.
Weszłam do ceglanego budynku na podane piętro. Zadzwoniłam dzwonkiem i już po chwili w drzwiach stał CC.
5 komentarzy - next! Jeśli czytacie to komentujecie!
Nie bójcie się! Możecie czytać to spokojnie!
No więc tak, w szkole mam naprawdę masę prac domowych, przez następne 2 tyg mam codziennie sprawdzian lub kartkówkę. Mam dużo pomysłów, ale nie mogę jakoś zabrać się do tego rozdziału. Zrobię sobię krótką przerwę. W ten czas spróbuję cokolwiek napisać, może mi się uda, a może leniwe palce nie pozwolą. Naprawdę lubię pisać te rozdziały. Piszę je trochę dla czytelników, ale czerpię też z tego dużo przyjemność.
Tak więc jak już mówiłam spróbuję coś nabazgrać i wracam za... nie wiem kiedy (niedługo!) :D.
Do zobaczenia!
- Od jutra praca, gdybyś nie wiedziała - usiadł na mnie Seth. No co za człowiek! Ciężki jest!
- Fajnie - zrzuciłam go lekko z siebie i próbowałam się uśmiechnąć, lecz wyszedł raczej grymas. Nawet uśmiechać się nie umiem...
- Ej, co jest? - zapytał zmartwiony przy czym zmarszczył brwi. Przez chwilę wahałam się czy powiedzieć czy nie, w końcu to strasznie głupi powód, ale to mój przyjaciel, on zna mnie lepiej niż ja siebie samą.
- Byliśmy na plaży, Purdy mnie oblał wodą i zaczęłam go gonić. Przewrócił się na mnie i prawie mnie pocałował, a ja nie wiem co o tym myśleć - streściłam szybko i podparłam twarz na dłoniach. Seth pokiwał tylko w zamyśleniu głową. - Chciałam tego pocałunku, ja nie wiem... pragnęłam wtedy tego tak bardzo... Nie wiem co się wtedy ze mną stało byłam jak... zahipnotyzowana. - sklejałam powoli zdania.
- Poczekaj do waszego następnego spotkania i zobacz jak się przy tobie zachowuje. Nie jestem specem w tych sprawach - tak zrobię... nie mogę się tym przejmować jak jakieś dziecko!
- Dzięki. - mocno przytuliłam się do bruneta. Musiałam zażyć (nie)świeżego powietrza, więc postanowiłam wyjść na mały spacer. Założyłam jedyne buty jakie miałam, czyli glany. Zawsze pragnęłam mieć coś więcej, wszyscy ze mnie się śmiali. Miałam tylko kilka par spodni i koszulek, jedną bluzę, kurtkę i buty. Znowu wspomnienia powróciły, tamto miejsce, te wszystkie... Moja matka... Ojciec... Ból... Niechęć, obrzydzenie do samej siebie... Z moich oczu zaczęły wypływać pojedyńcze łzy, które powoli wytarłam i szybko stałam już przed mieszkaniem Setha. Nie wiedziałam gdzie chcę iść, nie znałam tu nikogo ani niczego. Wygrzebałam słuchawki i podłączyłam do starego samsunga. Powoli zaczęły płynąć pierwsze wersy piosenki:
I'm so happy
Cause today I found my friends
They're in my head
I'm so ugly
But that's ok, 'cause so are you
We've broke our mirrors
Sunday morning
Is everyday for all I care
And I'm not scared
Light my candles
In a daze 'cause I've found god
Yeah
I'm so lonely and
That's ok, I shaved my head
And I'm not sad
And just maybe
I'm to blame for all I've heard
And I'm not sure
I'm so excited
I can't wait to meet you there
And I don't care
I'm so horny but
That's ok, my will is good
Kocham tą piosenkę. Niektórzy uważają, że nie ma większego sensu, ale ja w niej widzę coś więcej. Ma wielkie przesłanie, ale dlaczego ja zajmuję się piosenką? Miałam przecież iść... eee... no dobra, nie wiem gdzie...
Zauważyłam niewielki park, do którego po chwili postanowiłam się udać. Usiadłam na starej, drewnianej ławeczce nad klimatycznym, brudnym stawem. Było przepięknie. Niepozornie, ale ładnie. Nigdy nie byłam w takim miejscu.
- Cześć - usłyszałam beznamiętny głos. Lekko podskoczyłam ze strachu, nie słyszałam aby ktokolwiek tutaj szedł. Zmierzyłam ową postać wzrokiem, przystojny blondyn w pedalskich rurkach. Pewnie dajrekszoner czy coś takiego.
- Przestraszyłeś mnie. - odpowiedziałam tym samym tonem. Gdybym miała być szczera, to nie chcę go tutaj, potrzebuję samotności.
- Co tutaj robisz? - szybko zmienił temat.
- Siedzę... - odpowiedziałam z lekką nutką irytacji.
- To mogłem zauważyć...
- Myślę, ale muszę już zmykać do domu. - no właśnie... dom... Nie mogę całe życie mieszkać u mojego przyjaciela...
- A dałabyś mi może swój numer? - zadał pytanie wyciągając swój telefon z kieszeni rurek przy czym posłał mi proszące spojrzenie.
- Nie. Znaczy się tak. Albo eee... - zmieszałam się - Yyy... tak - szybko wpisałam swój numer i odeszłam. Moje zmieszanie było conajmniej dziwne... Zazwyczaj w takich sprawach po prostu mówiłam ,,Nie''. Może tylko on tak na mnie działa?
Jakoś doczłapałam się do tej pięknej prawie-willi Setha i nie zdejmując butów weszłam do salonu. Mogłam się domyślić, że brunet siedzi przy jakimś filmie z popcornem. Pokiwałam głową i przewróciłam oczami, setny raz oglądał Iron-mana. Jak dziecko...
- Cześć! - rzuciłam. Był tak zajęty, że nawet nie zwrócił uwagi na moją obecność. Weszłam do kuchni połączonej z salonem, spojrzałam na zegarek, 18:37. Dzisiaj nic nie jadłam, więc przydałoby się to odrobić... Wyjęłam dwie kromki chleba i posmarowałam dżemem. Wstawiłam mleko na gaz i wsypałam do kubka wyjętego z szafki cappucino o smaku czekolady. Nie będę mogła potem spać... no trudno.
Zjadłam przygotowane wykwintne danie i wzięłam do ręki telefon. Żadnych powiadomień... No ja to zawsze byłam forever alone ;c.
Usłyszałam trzask drzwi. Zwróciłam swój wzrok w stronę, z której pochodził dźwięk. W tamtym miejscu nie było światła, więc widziałam tylko kobiecy cień, ale owa postać mogła idealnie zobaczyć mnie.
- Do cholery Seth!! Kto to jest!?
_______________________________________________________
CIERPIĘ NA BRAK WENY ;C. Z góry przepraszam za taki krótki, ale mam już prawie napisany next. Nie wiem kiedy będzie... może walnę limit? Postaram się, aby następny był dłuższy.
Nie wiem, czy nie zrobić mimi przerwy, w której napiszę sb rozdziały do... 20? Nie wiem, ale planuję akcję na 50. Zobaczymy co potoczy się dalej :).
Mam teraz szkołę, zawody i takie inne, więc rozdziały mogą pojawiać się rzadziej. Mam dużo nauki itp.
Piszcie jak się podobało!
PS. Postanowiłam, że nie będę wstawiać piosenek na początku bo mi się po prostu nie chce szukać odpowiedniego tekstu xD
Nasze usta dzieliły milimetry. Słyszałam jego bicie serca, był już na tyle blisko, aby...
- Gołąbeczki! Wracamy do domu - usłyszałam głos Jake'a i w mgnieniu oka oderwałam się jak poparzona. Nie patrząc na Purdy'ego szybkim krokiem doszłam do naszej paczki. Wszyscy się patrzyli, raz na basistę a raz na mnie. No co ja mam im powiedzieć? Tak jakoś wyszło i chciałam się przelizać z waszym basistą?
- No to idziemy? - zwróciłam się mocno poirytowana. W odpowiedzi dziewczyna Biersacka mruknęła pod nosem coś, co pewnie miało być potwierdzeniem. Nie tak wyobrażałam sobie czas spędzony z nimi na plaży. No może było całkiem 'normalnie' ale ten pocałunek, a właściwie prawie pocałunek zbił mnie z tropu. O co chodziło Ashowi? My prawie się nie znamy... Co prawda nasz pan Deviant może w taki sposób mieć każdą. Ja... ja już naprawdę nie wiem co sobie o tym myśleć, mój mózg nie jest przyzwyczajony do takiego wysiłku, haha.
- Ann! Żyjesz? - z zamyśleń wyrwał mnie głos Doll
- Co? Ja? Tak. - odrzekłam z roztargnieniem
- Mówimy do ciebie od minuty... - parsknęła śmiechem - To Purdy ci w głowie namieszał! Szykuje się jakiś romansik? - spojrzała na mnie znacząco. Wsiadłyśmy do samochodu i powoli ruszyłyśmy. Przez całą drogę gadały coś o basiście i mnie. Co ja im zrobiłam, że tak się na mnie wyżywają? Mnie z nim nic nie łączy, ludzie!
Po pożegnaniu szybkim krokiem ruszyłam do domu. Na bruneta nawet nie spojrzałam. Chciałam zapomnieć o zaistniałej sytuacji. Tak, Ann, oszukuj się dalej, wcale nie pragnęłaś tego pocałunku, wcale... A co jak ja dla niego coś znaczę?
-Grr... - warknęłam i rzuciłam torbę na kanapę, a sama wyłożyłam się obok. Kurwa, kurwa, kurwa! Ja nie będę w stanie spojrzeć mu w oczy...
Pogrążyłam się na chwilę w myślach i ustaliłam, że spróbuję zachowywać się jak gdyby nigdy nic. Będzie trudno, ponieważ pytania mnie dręczą. Całe życie tylko pytania i pytania... Czy ja nie mogę żyć chwilą? Chcę mieć wszystko w dupie ale nie mogę! Życie jest niesprawiedliwe... Perspektywa Ash'a
Ci idoici nie dają mi żyć! I co z tego, że byłem na Ann? Hahaha, śmiesznie to brzmi ,,Byłem na Ann''. Głośno parsknąłem śmiechem, przez co wszystkie spojrzenia powędrowały na mnie.
- No co?
- Coraz częściej śmiejesz się z niczego... Myślimy właśnie nad psychiatrą - odpowiedział obojętnie tatuś Jinxx. Dla mnie psychiatra? Dla mnie? Chyba dla nich! To są takie głupki głupie! Satanisty! Antychrysty! Egzorcysta im potrzebny! No rzeczywiście potrzebny mi psychiatra... Godzinę później...
- To co, idziemy do klubu czy zostajemy tutaj?- spytał Andy. Od razu moje myśli powędrowały do naszej managerki. Ta sytuacja na plaży... Ja chyba coś do niej czuję... Pff... ja? Ja nigdy się nie zakochałem, przecież! No niemożliwe by było, abym zabujał się w kobiecie, którą znam zaledwie... 2 dni? Niee, to jakiś żart czy coś. Nie mogę się przecież zakochać, jestem singlem i wcale mi to nie przeszkadza. Coś mi się wtedy uroiło. To zwykły... przypadek. Mam nadzieję, że nie będzie płakać, ponieważ słynny i seksowny Ashley Purdy nic do niej nie czuje, hahaha.
- Kurwa, Purdy! O czym ty myślisz?! - wydarł się na mnie Andy. Czego on ode mnie chce? Ja jestem przecież taki grzeczniutki, kochaniutki, cud, miód i orzeszki! Nie lubię miodu przecież...
- Odejdź szatanie! - lekkomyślnie wypaliłem. Teraz to kurwa mnie zawiozą do tego psychiatry! Zamkną mnie tam w klatce z jakimś murzynem! On mnie zgwałci i poćwiartuje łyżką! Ja nie chcę! Jinxx, pomocy!
- Rety, jaki debil... - mruknął ledwo słyszalnie murzyn. Znaczy się Andy
- Słyszałem! - krzyknąłem. On na to tylko przykrył twarz dłonią i oznajmił:
- Jaki film oglądamy?
- 50 twarzy Greya! - rzuciłem się do szuflady z filmami. Ciekawe czy te zboczuchy mają...
- To jeszcze nie miało premiery... - załamał się Andyś. Oj, przepraszam kochanie, nie wiedziałem. Zaraz, co?
- No niee! Gówno a nie film! - chwila na zastanowienie... - Andy? A wiesz, że jak masz rękę mniejszą od twarzy to masz raka? - haha! Biersack przykrył swoją pię... ekhem... buźkę dłonią, a ja korzystając z okazji uderzyłem go w to właśnie miejsce. Wszyscy patrzyli na mnie jak na idiotę. No co? Przecież to miało być śmieszne, no! Dobra, ja tych ludzi ni rozumiem! Foch na... kilka minut! Będą mnie błagać o przebaczenie! Założyłem ręcę na piersi i wydymając usta usiadłem na sofie. Niech sami sobie coś wybiorą! Ja im nie pomagam, ciule gupie.
- Proszę cię... Andy... - lamentował CC. Ciekawe o co znowu chodzi...
- Cholera no! Nie będziemy przecież oglądać Barbie! - Barbie? CC dobrze wymyślił!
- Będziemy! Ja chcę Barbie! Andyś noo! - Biersack załamany usiadł na kanapie i podał CC'emu płytę do włożenia. Zapowiada się ciekawy seans...
_______________________________________________________________________________
To chyba jeden z dziwniejszych rozdziałów xD. Taki krótki, bo ten moment był najlepszy do skończenia ^^. Perspektywa Asha jest dość dziwna, ale tak podpowiadała mi moja wyobraźnia :D.
Piszcie czy się podobało :*!
Wysiadłam z samochodu i bezceremonialnie weszłam do mojego tymczasowego domu. Usiadłam na kanapie przed telewizorem i włączyłam MTV Rocks.
- Gdzieś ty do cholery była?! - na wejściu wywrzeszczał Seth. Matko, co za człowiek.
- U Bridesów. Był też skład The Pretty Reckless i Falling In Reverse, a co? - udawałam głupią.
- Najpierw masz mi mówić gdzie chodzisz, ok?
- Tak tatusiu - odpowiedziałam przymilnym głosem. - Tatku mój kochany, a mogę iść z Bridesami na plażę? Będziemy grzeczni, nie będę wchodzić do wody powyżej pasa i nasmaruję się kremem! - spojrzał na mnie z wyrzutem a po chwili pokiwał głową na tak. Poczłapałam do mojego pokoju, żeby wyjąć strój kąpielowy. A gdzie moja walizka? Co ten człowie... O kurwa, została w hotelu! Moja inteligencja wyjebała skalę...
- Seth! Jedziemy do hotelu po walizkę! - krzyknęłam schodząc po schodach.
- Kurwa no! Po co do hotelu?
- Po walizkę ćwoku - zaczęłam zakładać czarne trampki. - Teraz! - po ok. minucie stał przy mnie i czekał aż skończę zakładać kurtkę. Wyszliśmy z jego domu i pojechaliśmy po tą cholerną walizkę. Nie obyło się bez problemów. Pobyt minął wczoraj i coś tam, coś tam. Ale teraz siedziałam spokojnie w samochodzie Setha i wpatrywałam się w szybko przemijające domy. Ja tam zemdleję na widok tatuażu Asha, haha. Niee! Też kiedyś będę miała całe ciało w dziarach. Nawet cycki, haha! Wyobrażacie sobie starą Annę Palvin z dziarą na cyckach? To musi zajebiście wyglądać. Moje przemyślenia godne Einsteina przerwał męski głos Setha
- Długo jeszcze tam będziesz siedzieć? - był wyraźnie zirytowany. No co? Przecież każdy zostawia walizkę w hotelu! No może tylko ja... Nie odpowiedziałam mu na pytanie, tylko wysiadłam z auta i wyjęłam walizkę z bagażnika. Mój przyjaciel otworzył przede mną drzwi, a sam wszedł po mnie.
Od razu weszłam do mojego pokoju i rzuciłam walizkę na łóżko. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do łazienki, wzięłam prysznic, założyłam szlafrok i wróciłam do pomieszczenia.
Uznałam, że najlepszą szafą będzie sama walizka, bo nie chciało mi się tego wypakowywać. Uklęknęłam na miękkiej pościeli i zaczęłam grzebać w zawartości torby. Coś tam jest... o! Kupiłam go sobie niedawno i nie używałam ani razu. Wtedy na zakupach była z matką... wszystkie wspomnienia wróciły. Po policzku spłynęła mi łza. Nie wytarłam jej.
Coraz więcej słonawego płynu wydobywało się z moich oczu, mocząc moje ubranie. Usłyszałam kroki, to pewnie Seth. Szybko wytarłam łzy koszulką i wstałam z łóżka. W tym samym czasie drzwi otworzył brunet. A pukać mama nie nauczyła?
- Płakałaś. - bardziej stwierdził niż zapytał. Co to, spowiedź?
- Nie - spuściłam głowię w dół, lecz po chwili jego ręka podniosła mój podbródek. Popatrzył mi głęboko w zaczerwienione od płaczu oczy.
- Dlaczego? - zmarszczył brwi. Usiadł na skraju łóżka i poklepał miejsce obok siebie, abym też tam usiadła. Posłusznie wykonałam polecenie i wtuliłam się w jego tors, on zaś objął mnie ramieniem. - No więc?
- Wspomnienia... - wzięłam głęboki oddech, żeby się nie rozpłakać - wyjęłam bikini z walizki, które kupiłam z mamą - lekko się zaśmiałam. On nie odpowiedział, lecz zapewnił mi chwilę ciszy. Błogi stan przerwał dźwięk smsa. Oderwałam się od Setha i wzięłam do ręki telefon.
- Za kilka minut będą tutaj. Spadaj stąd, muszę się przebrać! - ze śmiechem wypchnęłam lekko bruneta za drzwi. Zrzuciłam z siebie ubrania i założyłam moje bikini. Przejrzałam się w lustrze, wyglądałam nieźle. Uśmiechnęłam się sama do siebie. W tym samym czasie usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko włożyłam krótkie spodenki i bluzkę na ramiączkach, na nogi włożyłam sandałki, do torebki spakowałam krem (skąd ja go miałam?), okulary i założyłam kapelusz. Zbiegłam po schodach aby otworzyć drzwi. Przekręciłam zamek i z szerokim uśmiechem powitałam Ashleya.
- Gotowa? - odwzajemnił gest
- Tak - pokiwałam głową. - Seth, ja wychodzę! - rzuciłam jeszcze i zamknęłam za sobą drzwi. Skierowaliśmy się do auta. Hm, no może raczej aut, bo były dwa. Dowiedziałam się, że jadę razem z Juliet, Sammi, Ellą i Lauren, cały skład BVB jechał osobno, więc miałyśmy czas na rozmowę. Całą drogę przegadałyśmy. Dziewczyny są naprawdę super! Coś czuję, że się polubimy. Mam nadzieję, że one myślą to samo.
Tak samo jak każdy, zdjęłam z siebie ubranie i zostałam w samym bikini. Jak już mówiłam, umarłam haha, wiadomo od czego. Czy faceci na każdą dziewczynę tak działają? Niektórych na tej plaży to bym brała, huhuh. Juliet też wybrała sobie obiekt spojrzeń. Ciekawe co będzie jak się Biersack dowie!
Rozłożyłam ręcznik pomiędzy Sammi i Juliet. Poprosiłam o posmarowanie mnie kremem, od razu zjawił się Andy, lecz za ofertę pomocy dostał od Juliet w łeb. Hahah, biją się o mnie! Ze śmiechem podałam krem mojej koleżance i rozpięłam stanik, aby nie mieć białego paska na plecach. Simms usiadła na mnie okrakiem, a Biersack z fochniętym dzióbkiem dołączył do dzieci bawiących się w wodzie. Czekaj, wróć, to nie dzieci tylko chłopcy z BVB. Można było się spodziewać, CC piszczy gorzej niż mała dziewczynka! Z kim ja pracuję... Kilkanaście minut później...
- Hahaha, Sammi masz rację! A ty Ann, kręcisz z kimś? - padło pytanie od Simms. - Nie i na razie nie zamierzam. Wolę być singlem. - odparłam niezgodnie z prawdą, no a co miałam powiedzieć? Że nigdy nie miałam chłopaka? Że nikt mnie nie lubił? Że jedyny pocałunek, który przeżyłam był z... NIE! Wspomnienia stop! Nie mogę się rozbeczeć, nie! Jestem silna, wszystko ok. Przeszłości nie ma.
- Nawet nie wiesz co tracisz - zachichotała Sammi. W momencie wypowiedzenia tych słów poczułam ZIMNO! Kurwa, no! Skąd oni mieli wiaderko? Pedofile! Dzieci podpuszczają! Jeszcze im się odegram!
Szybko wstałam i zapięłam stanik.
- Który to?! - byłam mocno wkurzona. Chłopcy jednoznacznie wskazali na Asha. Jeszcze pożałuje... w momencie zaczęliśmy się gonić. Dzieci przerwały na chwilę zabawę, żeby zobaczyć co za sierota tak wrzeszczy. Musiało to komicznie wyglądać, jakaś mocno wkurzona dziewczyna goni faceta, który drze się i wymachuje rękoma. Wybuchnęłam śmiechem, na co Purdy się zatrzymał. Gwałtownie na niego wpadłam, a on przewrócił się na mnie. Podniósł się na łokciach i spojrzał w moje oczy. Przybliżył się do mnie tak, że czułam jego oddech na szyi. Chciałam się wyrwać, ale moje ciało odmawiało posłuszeństwa. Leżałam tam z szokiem a zarazem przyjemnością. Umysł nie chciał do tego dopuścić, ale zarazem tego chciałam. Byłam jak zahipnotyzowana jego kasztanowymi tęczówkami. Nasze usta dzieliły milimetry...
_______________________________________________________________________________
Hahahahaha! Zabijecie mnie za końcówkę? Jak myślicie, pocałują się? Taki pierwszy akcent w opowiadaniu. Podoba się?
Rozdział miał być wcześniej, ale blogger na telefonie nie wrzucił mi tego ;/. Musiałam dorwać się do komputera i tak oto jest :3
Nie wiedziałam co dać na piosenkę (jak zwykle xD), więc kochane Red Hot Chili Peppers! Ta piosenka jest świetna :)
Tak więc mam nowego bloga! Tego nadal będę prowadzić.
Blog jest o Falling In Reverse, bo pomyślałam, że fajnie jest pisać o takich zjebach :D. Nudziło mi się, więc włączyłam komplikację filmów z insta Ronniego. Teraz ciągle chodzi mi po głowie 'lemon,lemon,lemon hahahah!'. Nie widziałam jeszcze kogoś tak bardzo pozytywnie pojebanego :D. No więc zapraszam na prolog (już jest!). nothinglefttolosefir.blogspot.com Nie, nie będę miała '20' blogów...
Do tego rozdziału nie pasowała żadna piosenka, której chociaż trochę znam tekst, więc wrzuciłam Nirvanę. Ta piosenka ciągle chodzi mi po głowię, więc tu jest.
_____
Gdy skończyłem robić jajecznicę uznałem, że dla tych żarłoków to za mało. Wyjąłem z zamrażarki pizzę i wsadziłem do piekarnika. Usiadłem na stołku przy wyspie i zabrałem się do jedzenia jajecznicy. Wskazałem Ronniemu, żeby też usiadł. Po chwili obydwoje położyliśmy talerze w zmywarce.
- To jak? - spojrzałem się na Ronniego. On jednak patrzył się na schody, po których schodziła Ann. - Stary, nie patrz się tak bo ci stanie. - 'upomniałem' Rona, na co on posłał mi mordercze spojrzenie. No przecież była w koszulce Tay, zasłaniającej jej połowę pośladków.
- Coś nie tak? - zmarszczyła brwi - Mam coś na twarzy?
- Widzę, że masz fajną bieliznę, ale może lepiej się ubierz?
- Och. No tak, przepraszam - zaczerwieniła się i zachichotała nerwowo. Wbiegła na górę, a ja postanowiłem pomyśleć co możemy robić. Kino? Nie... Impreza? Nie... Plaża? Tak!
- Może plaża? - spytałem się
- Mi pasuje,tylko tych ciulów trzeba się spytać - rzucił oddalając się w stronę telewizora. - Gdzie masz gry na XBoxa?
- Pod telewizorem w szufladzie - mruknąłem siedząc nadal w tym samym miejscu. Kątem oka zauważyłem już ubraną Ann, która ciągnęła za sobą ledwie żywą Taylor i podobnie wyglądającego Asha.Usiedli przy stole i z trudem zjedli trochę jajecznicy.
- Masz coś na głowę? - jęknął błagalnie Ashley. Dobrze, że ja nie miałem kaca, bo umierałbym razem z nimi.
- Czapkę - mruknąłem sam do siebie idąc do szafki z lekami. Mają szczęście, że jestem. Gdyby nie ja to by umierali tu na kaca. Kac zabójca... Postawiłem przed Tay i Ashem szklanki z wodą i tabletki, a sam przysiadłem się do Ronniego. Ann's point of view
Dobrze, że dużo nie wypiłam, bo kac zabójca jest zły. Bardzo zły.
Zaprzyjaźniłam się z Taylor. Fajna dziewczyna. Coś czuję, że jeszcze nie raz się spotkamy. Chociażby na jakiejś imprezie. Podoba mi się jej styl życia. Ma wszystko w dupie, a ja nigdy o niczym nie zapominam. Potrafię smucić się przez jakiś komentarz mojego ubioru. W szkole ciągle chodziłam smutna bo byłam inna. Nikt mnie nie lubił, nie chciał się zadawać z dziwaczką. Bardzo cierpiałam, nie tylko przez szkołe ale też przez sytuację rodzinną...
- Musimy się zbierać. Nagrywamy nowy singiel, więc nie wiem co powie nasz manager - skąd wszyscy się tu wzieli? Przecież jeszcze niedawno spali. Taka stara jestem, że już głucha?
- To do następnego. Cześć! - skład The Pretty Reckless pożegnał się z nami i wyszedł. Nagrywają singiel...
- Andy do cholery! Dlaczego nie jesteśmy w studiu! Niedługo premiera płyty, a wy co?! - podbiegłam do grających w jakieś wyścigi chłopaków. Andy i Ronald spojrzeli na mnie z politowaniem.
- Mamy trzy dni wolnego, spokojnie.
- Ale ja nie mam... - pobiegłam po telefon i wybrałam numer Setha. Po drugim sygnale usłyszałam jego głos. Wydarłam się trochę na niego, czemu nic nie mówił i rozłączyłam się. Jak tak ma wyglądać moja praca to ja ją uwielbiam! Mogę się wydzierać na Setha! Taak! Hahah, na miejscu Setha bym się bała.
Zbiegłam po schodach w świetnym humorze. Chyba ja też będę musiała niedługo opuścić chłopaków. A szkoda bo było naprawdę fajnie. Mam nadzieję, że nie raz będę u nich gościć. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek ich spotkam, a co dopiero będę myśleć o kolejnym spotkaniu! Mam zajebiste życie.
- Ann! Jedziesz z nami na plażę? - usłyszałam głos Jinxxa. Ja na plażę? Wszyscy zobaczą moje blizny na rękach. Będę musała wziąć jakąś mega wielką bandanę haha.
- Nie mam nic do roboty... - odpowiedziałam z udawaną obojętnością. Tak naprawdę cieszyłam się jak dziecko! Na plażę? Z nimi! Tak, tak, tak! Ech... mój fangirling rośnie...
- Czyli tak, fajnie - puścił mi oczko CC.
- Ale teraz muszę się zbierać. Dzięki za imprezę i nocleg! - ja nie chcę jechać! Ja chcę do chłopaków noo! Grr... Już miałam wychodzić, gdy stanął przede mną Ashley.
- Czekaj, czekaj. A kto poda nam twój numer telefonu? - wyszczerzył się i podał mi swój telefon. Szybko wpisałam numer i dokończyłam wiązanie glanów. Wyszłam na zewnątrz z wielkim bananem na ryju. Głupi to
zawsze ma szczęście haha. Dobra, dobra... a gdzie mieszka Seth? Kurwa.
Wybrałam do niego numer i po kilku sygnałach usłyszałam miłe 'czego?' On to naprawdę potrafi...
- Podwieź mnie, jestem przed domem Bridesów. Dzięki, cześć! - szybko się rozłączyłam, nim cokolwiek powedział. Like a boss! To był najlepszy sposób, zawsze działał. Oparłam się na murku przed posiadłością zespołu. Wsadziłam słuchawki do uszu i włączyłam piosenki My Chemical Romance. Szkoda, że ich zespół się rozpadł, byli naprawdę świetni.
Delektowałam się muzyką, gdy przede mną stanęło czarne Volvo. Co on tam robił, że tyle czasu mu to zajęło? Wsiadłam do auta i zapięłam pasy. Droga minęła nam w ciszy. Nie była niezręczna, po prostu było cicho i tyle.
_____________________________________________________________________________
Brak weny jest naprawdę zły :'). Pisałam to naprawdę długo, mimo , że jest krótki :'). Nie wiem co zjebałam, ale coś czuję, że mocno. Nic się takiego nie wydarzyło, tylko tyle, że jadą na plażę i Ann wróciła do jej tymczasowego zamieszkania. Jak widzicie Joseph lubi sobie popatrzeć na Ann, jak myślicie - będzie coś z tego? A co do dialogu między Biersackiem a Josephem, to tak, stanął mu. Przepraszam za nierozgarnięcie, przyjaciółka u mnie jest i dostaje głupawki. Dziękuję za przeczytanie i nie wiem kiedy będzie next, mam straszny brak weny, a w niedzielę wyjeżdzam w góry. Postaram się coś jeszcze napisać, żeby w tym czasie wrzucić. Piszcie jak się podobało. Komentarze pewnie szybko przywrócą mi wenę ;). Mam ochotę wprowadzić limit, ale odpuszczę. Może następnym razem 3:D.
Dziękuję za komentarze!
- Japierdole! Jinxx! Oddaj mi ten naszyjnik bo cię w dupe kopne!
- A spierdalaj, sam se weź.
- Chłopacy! Idzie nowa menagerka,więc ogarnijcie dupy! Jinxx! Oddaj Ash'owi ten naszyjnik!
- Jake ty idioto! Nie mówi się chłopacy tylko eee... mężczyźni!
- Sorry... - w tym momencie weszłam z Andym do pomieszczenia.
- Oni tak zawsze? - szepnęłam
- Taa...
Po moim wejściu wszyscy umilkli. Haha,chyba zrobiłam dobre wrażenie.
- To wy się znacie? - Ashley spojrzał na mnie i Andrzeja.
- No...tak jakby... - Andy był trochę zakłopotany. W sumie ja też.
Omówiliśmy wszystkie moje funkcje i takie tam inne. Chwilę pogadaliśmy, a chłopcy musieli wracać już do domów. Polubiłam ich. Byli bardzo pozytywnie nastawieni do życia i mieli dobry humor! Nadal nie wierzę,że będę z nimi pracować. Znaczy się nie wiem czy będę z nimi pracować,może...
Wychodziłam właśnie ze studia. Poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu.
- Ann,jedziesz z nami? Dzisiaj i tak będziemy nocować w naszym domu,więc fajnie by było gdybyś przyjechała z nami. Co ty na to? - to był CC
- Ja? No nie wiem... - jechać tam czy nie? Chętnie bym pojechała ale... - no w sumie nic nie stoi na przeszkodzie - posłałam mu promienny uśmiech. Złapał mnie za rękę i zaciągnął do samochodu. Siedziałam między Ashem a Jinxxem. Było mi niezręcznie,ale co tam. Raz się żyje, i to jeszcze przy BVB!
Chłopcy rozmawiali o czymś między sobą,ale ja nie wnikałam w ich konwersację. Siedziałam i myślałam nad moim życiem. Jak dużo może zmienić jeden telefon. Jak bardzo się cieszę,że spotkałam Setha. Już myślałam, że całkowicie o mnie zapomniał. Nie wiem co bym wtedy zrobiła. Podcięła sobie żyły czy wpadła pod samochód? Nie...najpierw musiałabym spotkać Jona Bon Jovi! Włamałabym się do jego mieszkania i przytuliła, a dopiero potem mogę robić co zechcę. Ciekawy pomysł na życie, nie powiem. Mimowolnie moje kąciki podniosły się do góry. A teraz? A teraz nie chcę umrzeć! Teraz chcę żyć! Uczę się znowu mówić. Czekałam na to wystarczająco długo...
- A ty z czego rżysz? - dźgnął mnie w żebro Ash
- Z ciebie, ciulu. - wybuchnęłam śmiechem
- Ha, ha, ha bardzo śmieszne - zrobił fochnięty dzióbek i założył ręce na piersi.
- Oj już nie obrażaj się tak. Myślałam co bym zrobiła bez Setha, czy podcięłabym sobie żyły, czy wpadła pod samochód. - nadal się śmiałam. Ash zrobił poważną minę i popatrzył na mnie dziwnie. - No co? - nic nie odpowiedział tylko ten sam wzrok. Dziwny koleś.
Byliśmy już na miejscu, Jake kulturalnie otworzył mi drzwi od samochodu i podał rękę ze śmieszną miną. Wybuchnęłam śmiechem,ale posłusznie wysiadłam i złapałam go pod łokieć. Szliśmy chwilę podjazdem,po czym on tak samo otworzył przede mną drzwi wejściowe. No niezły z niego gentleman. Weszłam do wielkiej willi. Robiła wrażenie. Skąd oni mają na to kasę? Haha, a ja od razu o kasie.
Jake zdjął ze mnie kurtkę i zaprowadził na wielką kanapę, przed wielkim telewizorem.
- Co oglądamy? - wyszczerzył się.
- Wybierz - puściłam mu oczko. W tym samym momencie na miejsce obok mnie rzucił się Ash. Chyba źle coś wymierzył, bo trafił prosto na moje kolana.
- Co ty...
- Sorry Ann - zszedł ze mnie i usiadł obok. - dzwoniłem już do Ronniego! Przyjeżdża razem z chłopakami i zespołem Taylor! - wydarł się wprost do mojego ucha. Zaraz...co? Ja nie chcę imprezy! Nie tak wyobrażałam sobie nocowanie u nich w domu. Te szatany wszystko to zaplanowały! A my się znamy dopiero 1 dzień. Niecały...
- Ekhem.... znamyy się 1 dzień,pamiętasz? - puknęłam w ramię Asha
- No przecież nie namawiam cię do seksu, tylko na imprezę. Sami najblizsi przyjaciele! A poza tym to polubiliśmy cię!
- No fajnie - odpowiedziałam mało entuzjastycznie. Zrobiło mi się miło. Polubili mnie! Fajnie.
W tym samym momencie zaczął się film. Horror. Czemu do cholery każdy ogląda horrory! Ja się boję horrorów! Nie mam do kogo się przytulić. No ejj! Ronnie's point of view
Jak jest impreza to co żałować. Idziemy!
Byliśmy już przed willą BVB. Razem z Taylor, jej zespołem i naszym. Weszliśmy do środka i chyba nas nie słyszeli. Wpadłem na szatański pomysł. Hahah.
- Dobra, teraz cicho - szepnąłem do ekipy. Po chwili mój growl wypełniał cały dom,a chłopaki leżeli na podłodze ze strachu. Ale coś przykuło moją uwagę. Jakaś dziewczyna w objęciach Jake'a? Coś mi tu nie pasuje...
- Jake?
- Spierdalaj demonie nieczytsty! - wydarł się i bardziej skulił się na podłodze. Wszyscy wybuchli śmiechem.
- A twojej dziewczyny nie przedstawisz? - zapytałem mocno zdezorientowany. W tym samym czasie wspomniana przeze mnie dziewczyna wstała i skierowała się do mnie.
- Anna Palvin. Mów mi Ann. - uśmiechnęła się poprawiając nieco poczochrane włosy. Jest ładna, aż zbyt ładna... - Nowa menadżerka tych idiotów.
- Ronnie Radke, Ron czy jak tam chcesz - odwzajemniłem uśmiech.
- Wiem, znam. Was też, mówcie mi Ann. - rzuciła odwracając się i podchodząc do chłopaków. Coś w niej było... była taka jakaś inna niż wszystkie dziewczyny, które znałem. No może oprócz Taylor, bo takiej to się nie znajdzie.
Impreza trwała w najlepsze. Wszyscy chlali, palili i chuj wie jeszcze co. Zrobiło mi się gorąco, więc wyszedłem na dwór na ławeczkę. Ktoś na niej już siedział Ann's point of view
Wyszłam,bo nie lubiłam imprez. Szczególnie nie dzisiaj. Zauważyłam małą ławeczkę, więc na niej usiadłam. Nie weidziałam co robić, więc myślałam o wszystkim i o niczym. Wiele myśli przemijało przez moją głowę. Byłam teraz smutna, bo wszystkie wspomnienia wróciły, moja matka, mój ojciec, szkoła, podcinanie sobie żył i te inne rzeczy. Nie chciałam do tego nigdy wracać, sama o tym pomyślałam. Sama zadaję ból swojej duszy. Dlaczego nie można tego tak po prostu wymazać? Skreślić ten rozdział jak z książki. Wyrwać kartki, spalić i po problemie. Dlaczego człowiek tak nie może? Pytania kłębiły się coraz bardziej w mojej głowie. Siedziałam tam z kieliszkiem wina i myślałam. Mogłam wrócić do środka i potańczyć, popić. Ale ja nie chciałam. Wolałam siedzieć na tej cholernej ławce, na tym cholernym świeżym powietrzu z tym cholernym kieliszkiem w ręku. Jestem cholerną pesymistką i za dużo używam słowa cholera... moje je zamienić zawsze na kurwa lub jakieś inne ładniutkie słówko. Poczułam jak deski ławeczki minimalnie się uginają. Ktoś przyszedł. Spojrzałam na sylwetkę mężczyzny. Ronnie.
- Dlaczego się nie bawisz? - spytał po chwili ciszy
- O to samo mogę zapytać ciebie - spojrzałam na niego
- Pierwszy zadałem pytanie - odwrócił wzrok
- Nie lubię imprez. Szczególnie dzisiaj - posmutniałam
- Dlaczego?
- Coś dużo pytań zadajesz. Może kiedyś ci powiem, a teraz chodź się bawić! - tak naprawdę nie chciałam się bawić. Pociągnęłam go za rękę w stronę drzwi. Po chwili byliśmy na parkiecie. Po chuj grała wolna piosenka?! Nienawidzę wolnych piosenek w tańcu! Co za mała cholera układała tą playlistę.
*** Andy's point of view
- Kurwa moja głowa! - mruknąłem. Nigdy więcej picia... Spróbowałem wstać,ale to był zły pomysł. Kurwa moje plecy,krzyż, dupa i co tam jeszcze jest! Skąd ja się do cholery wziąłem na półce na książki? Szczęście, że nie zerwałem jej, bo nie chce mi się przykręcać. Doczłapałem się do kuchni. Matko jaki burdel! Pączek na żyrandolu? Norma. Przeniosłem swój wzrok na zegarek, 11:34! Seth nas zabije...
Włączyłem czajnik i poszedłem zobaczyć co u reszty. Usłyszałem dzwonek mojego telefonu,na szczęście miałem w kieszeni. O kurwa...Seth - Halo? - on nas zajebie - Andy? Macie dzisiaj i jutro wolne dni. - co kurwa? Jednak będziemy żyć! Hurra!
- Fajnie. A z jakiej to okazji?
- A tak mi się spodobało... - dało się wyczuć sarkazm
- No spoko, cześć. - szybko się rozłączyłem i wróciłem do budzenia Jinxxa. Po kilku(nastu) minutach wszyscy byli na nogach. No może tylko kilka(czyt.wszyscy oprócz Rona i Ann) osób jeszcze spało.
- Mamy dzisiaj wolne, a wy pracujecie nad czymś? - skierowałem się do Rona.
- Nie. Mamy tydzień wolnego od przedwczoraj.
- Musimy coś wymyślić...
____________________________________________________________________________
Takie trochę nie bardzo :c. Nie martwcie się, doczekacie się ciężkiego stanu zdrowotnego bohaterów nie raz :D. Bójki też będą xD. Ja lubię jak się ludzie biją i umierają ^^.
No więc Ann poznała już BVB, FIN i TPR ;). Nie będzie tu BMTH,bo nie lubię i nie słucham. Skończyłam w tym momencie,bo nie wiedziałam co ma być dalej :D. Rozdział dość długi. Obiecałam najwcześniej w środę a jest w... co dziś za dzień? A jest we wtorek! Like a boss!
Co wy na to,że przed rozdziałem będę dawać piosenki na dziś, lub takie, które odzwierciedlą akcję? Będzie trudno ale narazie spróbuję. Piszcie jak się podobało! Dziękuję wam bardzo za te 300 wyświetleń i 5 obserwatorów! Kocham was :*
- A wracając do ciebie... - czeka nas poważna rozmowa.
- Hm? - on to umie udawać... Nic się nie stało...
- Dlaczego do cholery nie odzywałeś się przez te lata! Bałam się o ciebie idioto! - wstałam z ławki i podniosłam głos. Naprawdę się o niego bałam,bałam się ,że nigdy już go nie zobaczę...
- Ann...bo ja...
- Po prostu byłam dla ciebie zabawką na chwilę? Przyjaźnią tego nazwać już nie mogę - mocno zaakcentowałam słowo 'nie'.
- Ann... ja nie mogłem...nie miałem czasu i...i kontaktu
- Teraz się tłumacz, Seth. Brakowało mi ciebie. - odsunęłam rękawy kurtki i pokazałam mu moje blizny. Miałam iść,ale poczułam silny uścisk na dłoniach. Spojrzałam Sethowi prosto w oczy.
- Dlaczego to robisz? - zapytał oschle. W jego oczach mogłam zauważyć troskę? Złość?
- Robiłam - zaakcentowałam ostatnią sylabę - A poza tym, dobrze wiesz dlaczego.
- Obiecałaś,że nie będziesz - spuścił głowę - To wszystko moja wina
- Nie! Seth! - mocno go przytuliłam
Trwaliśmy w uścisku jeszcze kilka dobrych chwil. Ciszę przerwał dzwonek telefonu Setha. Ma dobry gust, Nirvana- Rape Me.
- Mhm...tak...tak, za 10 minut....do zobaczenia - rozłączył się
- Kto to?
- Szef,musimy jechać
- Musimy?
- No tak,przecież będziesz pracować ze mną
- Aha,zapomniałam - strzeliłam sobie facepalma
***
Wysiedliśmy z taksówki i skierowaliśmy się w stronę dużego,ceglanego budynku. Podejrzewam,że biuro. Seth otworzył przede mną mosiężne drzwi i mnie w nich przepuścił. Weszłam do ładnie urządzonego korytarzyka,było bardzo przytulnie. Po obu stronach było dużo ponumerowanych drzwi. My weszliśmy do pokoju nr. 9.
- Dzień dobry, znalazłem idealną na te stanowisko,panie Smith (tak,wiem oryginalne) - powiedział Seth od razu po wejściu. Zlustrowałam dokładnie pokój,był bardzo przytulny, w stylu staroświeckim. Pan Smith też sprawiał wrażenie miłego.
- Hm, no dobrze. Jakie ma kwalifikacje? - tak jak mówiłam,pan Smith był bardzo miły.
- Była na praktykach zawodowych, pracowała jako asystent menegera, chodziła na specjalne zajęcia. Tutaj ma pan papiery - położył plik dokumentów na stole. Skąd on to wziął?
- No dobrze, narazie może pani być asystentką Setha. Zobaczymy jak pani sobie radzi,a potem zatrudnimy na stałe - tak! Tak! Tak! Będę miała pracę!
- Dziękuję - uścisnęłam rękę pana Smitha. Seth wskazał ręką na drzwi. Wyszłam cała w skowronkach. Poczekałam gdy mój przyjaciel opuści pomieszczenie. Rzuciłam mu się na szyję.
- Mam pracę!
- Mhm... Ale teraz ze mnie złaź. Idziesz do mnie.
- Eee...czemu?
- Bo mi się tak podoba. Mam niedaleko chodźmy na pieszo.
- Ok. - hm... no w sumie i tak prędzej czy później bym u niego zawitała,więc nie przeszkadza mi to.
***
- Niezły masz domek - zachwyciłam się lustrując wzrokiem cały apartament.
- No masz rację - taa... skromność to pojęcie względne - a kiedy ja zobaczę twoją willę?
- Za kilkanaście lat. Aktualnie nie mieszkam nigdzie.
- Ach... to możesz zamieszkać u mnie! Tylko moja dziewczyna nie będzie zadowolona...
- Masz dziewczynę? W sumie się nie dziwę takiej dupie jak ty - klepnęłam go po tyłku. Tyłek też ma niezły haha. On poruszył na to sugestywnie brwiami i zaczeliśmy się śmiać jak kiedyś.
- Oglądamy horror!
- Nie! Będę się potem bała zasnąć!
- Hahaha - śmiech psychopaty
- Grr...
Skończyło się na najstraszniejszym horrorze ever - Obecność. Myślałam,że zaraz przyjdzie do mnie ta... jak jej tam... lalka i mi będzie klaskać za głową. Nigdy więcej horrorów...
- Chodź,zaprowadzę cię do sypialni. - spojrzałam na niego znacząco - Nie, ja śpię u siebie a ty u siebie, dzwonku głupi. - nie odpowiedziałam tylko ruszyłam za nim. Wskazał ręką drzwi, a sam poszedł do siebie
-Łazienka na przeciwko! - rzucił zamykając drzwi.
Weszłam do ładnie urządzonego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Zdjęłam glany, poleciały gdzieś w kąt.
- Prysznic wezmę rano...niee chcę mie sięę - wymruczałam do siebie i zasnęłam. Coraz częściej śpię w ubraniu...
***
- Śniadanie śpiąca królewno - coś wymruczało mi do ucha, na co przywaliłam z łokcia temu czemuś. Ups...to chyba Seth
- Kurwa! Zapomniałem żeby cię tak nie budzić! Teraz będę miał brzydką twarz - udawał płacz
- Ty zawsze masz brzydką twarz,kotku
- Ej! - rzucił się na mnie i zaczął łaskotać.
- Ahahahaha See....seeth! Prze,prze...prze hahahstań- wreszcie przestał, ja go kiedyś zabiję!
-To chodź na jedzonko! - mmm...naleśniki! Zjedliśmy 'królewski' posiłek.
- Jedziesz ze mną poznać swoich podopiecznych
- To idę się ubrać! - ciekawe kto to... mocne brzmienia... BMTH? Nie... oni mają menadżerów.... nie wiem...
Po skończonym prysznicu zrobiłam makijaż. Założyłam bluzkę z Black Veil Brides i czarne,przetarte rurki a do tego oczywiście moje kochane glany. Byłam gotowa,więc zeszłam na dół. Seth stał już przy drzwiach i bawił się telefonem. Jak dziecko...grał w Pou.
Doszliśmy piechotą do studia zespołu. Ciekawość mnie zżerała, nie mogłam wytrzymać! Weszliśmy po schodach do czerwonego pomieszczenia, na kanapach siedzieli... Black Veil Brides?! To oni! Seth! trzymaj mnie!
- Widać,że fanka - podszedł do mnie Ashley. Ashley Purdy odezwał się do mnie! Do MNIE! - Gdybyś nie wiedziała, to ja jestem Ashley Purdy, najprzystojniejszy, najseksowniejszy, najsławniejszy, najbardziej utalentowany... - nie dokończył bo przerwał mu Jinxx
- Największa sierota, największe dziecko i beztalencie. A ja jestem Jinxx, gitarzysta.
- Wiem - wypaliłam z szeroko otwartymi oczami i lekko odchyloną buzią. Zauważyłam ,że Andy wpatruje się we mnie. O co mu chodziło? Podniósł się z miejsca i podszedł do mnie złapał mnie z rękę i pociągnął w stronę drzwi.
- Chodź
- Ale o co ci chodzi? - mocno się zdziwiłam.
- Dlaczego płakałaś?
- Co?!
- Dlaczego płakałaś - spytał już bardziej lodowato
- Och, mam swoje powody. A ty skąd wiesz?
- Bo mnie uderzyłaś,bolało. Więc nie zapomniałem
- Jejku, przepraszam! Nie chciałam. Ja się przestarszyłam i wiesz...
- Okej,wybaczam ci - posłał mi szczery uśmiech. Wróciliśmy do towarzystwa.
________________________________________________________________________________
Taki chujowy ;/. Połowę pisałam na niemieckiej klawiaturze,więc było trudno xD. Musiałam poprawiać potem polskie znaki.
Jestem tak w luj chora, że mówić nie mogę... Zostało mi tylko pisanie. Mam dylemat z kim będzie się Ann 'najbardziej lubić'.
Piszcie jak się podoba ;). Next będzie najwcześniej w środę,a najpóźniej w piątek ;)
Dzisiaj stąd wychodziłam. Będę pełnoletnia i wolna. Tutaj miałam dużo czasu na przemyślenia,napisałam nawet kilkanaście stron opowiadania. I mój mózg był aż tak znudzony, że ubzdurałam sobie, że ten pedał, którego uderzyłam to wokalista zespołu Black Veil Brides - Andy Biersack. Chory umysł. Przydzielili mnie do pokoju z jakąś małolatą słuchającą Bieberka,Ariany Grande, Łan Gejekszyn i innych muzycznych beztalenciów. Drugiego dnia tak mnie wkurwiła, że się na nią wydarłam. Podziałało,bo od razu założyła swoje różowe słuchawki z Violetty. Dzisiejsza młodzież... chwila,chwila...mówię jak swoja babcia. Co prawda moja babcia zmarła gdy miałam 2 latka...
***
-Mhm...tak...tak - ile można gadać przez ten cholerny telefon...
Ugh...wreszcie!
- Dzieńdobry, ja dzisiaj wychodzę i muszę coś podpisać - oznajmiłam szybko
- Pani godność? - taa... godność...
- Anna Palvin
- Proszę tutaj - wskazała palcem - i tutaj. Po podpisaniu wzięłam swoją walizkę i wyszłam. Otworzyłam furtkę i stanęłam na jakiejś ulicy. Gdzie ja się teraz do cholery podzieję? Stanęłam jak wryta. Kurwa! Muszę mieć jakiś hajs/pieniądze, czy jak to na to mówią. Przeszukałam kieszenie w spodniach i kurtce... nie ma. Sprawdziłam w bocznej kieszeni walizki... 200 dolarów! Hm..nieźle. Na hotel starczy. Ruszyłam przed siebie, przy okazji założyłam słuchawki i puściłam Jona Bon Jovi. Kocham jego piosenki. Jest legendą Rock'n'Rolla.
Doszłam do pierwszego lepszego hotelu i zakwaterowałam się na jedną noc. Zostało mi 150 dolarów. Nie mogę chodzić na imprezy... Trudno,przeżyję haha. Wjechałam windą na drugie piętro,pokój 169. Przypadek? Nie sądze.
Od razu po wejściu rzuciłam się na łóżko. Taakie duuże,taakie miękkie. Zasnęłam w glanach i całym ubraniu,obudził mnie dzwonek telefonu. Kto do cholery do mnie dzwoni?!
- Halo? - rzuciłam od niechcenia w słuchawkę
- Ann? Pamiętasz jak interesowałaś się kierunkiem zarządzania? Chodziłaś na specjalnie zajęcia i takie tam inne. Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia!
- Eee...co? - chwila,chwila...łącze wątki...
- Mam dla ciebie propozycję! - haha potrafię wkurzać
- No pamiętam to,ale dalej to nie bardzo...
- Pamiętasz jak interesowałaś się kierunkiem zarządzania? Chodziłaś na specjalnie zajęcia i takie tam inne. Mam dla ciebie pracę,kobieto!
- Eee... a kto mówi? - no co to jest za człowiek? Nie znam.
- Kobieto... Seth! Pamiętasz?!
- Seth?! Nie żartuj! Boże! Seth! Potrzebowałam Cię!!
- Ech... spotkajmy się tam gdzie kiedyś.
- Okej, już lecę!
Seth! Jejku,Boże, Boże, Bożenko! Seth to mój przyjaciel,jedyny przyjaciel. Wyprowadził się a ja zostałam sama. Musiałam sobie radzić z problemami i z tatą. To było dość dawno,ale ja nadal go kocham. Bardzo mnie zranił,ale sytuacja jego rodziców na to nakazywała. A teraz ten skurwysyn do mnie dzwoni z propozycją pracy! Chodziłam na specjalne zajęcia, ale to było z... rok temu? Taa... rzeczywiście dawno. No ale jak praca,to praca. W sumie i tak miałam czegoś szukać.
Ubrałam się i wyszłam,nie chciało mi się brać prysznica. Wzięłam ze sobą tylko telefon,bo nie będę taszczyć torby po takiej dżungli,zaroślach czy co to jest. Nie zwracając uwagi na tabliczkę 'teren zamknięty. Nie wchodzić!' z łatwością przeskoczyłam przez starą,zardzewiałą bramę. Chyba dawno nikogo tu nie było... błądziłam wzrokiem po zaroślach. Jednak jest! Stara ścieżka zrobiona przeze mnie i Setha. Ostrożnie przeszłam kilka metrów i moim oczom ukazał się staw, był taki trochę...eee... strasznie brudny! Usiadłam na starej,drewnianej ławce i czekałam na mojego przyjaciela.
- Ann? - usłyszałam niepewny głos Setha. Tak bardzo mi go brakowało,dlaczego on mnie zostawił? Przez te kilka lat zadawałam sobie to samo pytanie. To było straszne. Gdy on odszedł,została mi tylko mama. Kiedyś dużo piła,ale teraz przestała. Hm...może raczej kiedyś przestała,bo teraz już jej nie ma. Jest tylko głęboko w moim sercu. Towarzyszą mi dwa uczucia do niej,miłość i nienawiść. Kochałam ją,ale nigdy nie wybaczyłam tego co mi zrobiła,starałam się zapomnieć,ale nie wychodziło to mi. Musiałam więc udawać,że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Tak naprawdę byłam tego przeciwieństwem,ale to może kiedy indziej.
- Nie, homo murzyn-nekrofil,który najpierw cię zabije a potem wyrucha w dupę. Fajnie,nie? - odpowiedziałam z ironią. On z miną,która mogłaby zabić usiadł obok mnie. Nastała cisza. Nie była niezręczna,wręcz przeciwnie.
- To z tą pracą... co o tym myślisz? - Przerwał ciszę głęboki i męski głos Setha. Dopiero teraz zlustrowałam go wzrokiem od góry do dołu. Wydoroślał i był taki...przystojny? Seksowny? Nie wiem, ale mogłabym sobie tak na niego patrzeć dość długo (albo robić co innego hihi)
- Ale może najpierw to... jaką pracą? - zirytowałam się. Czy on zawsze był taki roztrzepany?
- No... będziesz moją pomocniczką,taki fajny zespół. Nie wiem czy znasz,ale mocniejsze brzmienia. - biorę to! Zawsze chciałam być menadżerem!
- Mocniejsze brzmienia? Wow, może i znam. Suuper!
- Haha, chcę widzieć twoją minę jak ich poznasz!
- Seth, musimy pogadać -szybko zmieniłam temat
_______________________________________________________________________________
Tadamm! Rozdział 2 już jest ;). Kto zaczął ferie? Będę miała dużo czasu,więc rozdział w poniedziałek lub wtorek ;). Mam nadzieję, że się podoba. Dla osób niewiedzących,to Ann trafiła do domu dziecka. Nie mam pojęcia co się robi w domu dziecka,dlatego takie dziwne xD. Edit; zmieniłam końcówkę,bo będzie ciekawiej.
I teraz będziemy wchodzić w fazę poznawania zespołu. Nie wiem jak napiszę nexta,bo na imprezie tak densowałam, że mnie ręka boli xDD. Jak ktoś jest silny to tak jest ;c. (mówię tutaj o mojej przyjaciółce,która chyba ma adhd... ). No więc piszcie jak się podobało i czekajcie na następny rozdział! Komentarzy mało,a wyświetlenia postów mówią co innego... komentujcie! Froy
Obudziłam się...niestety. Pierwsze co poczułam to przerażające zimno. Starałam sobie przypomnieć wczoraj. No tak, trudno zapomnieć najgorszy dzień w życiu. Zaczeły spływać mi łzy. Nie wycierałam ich. Tak bardzo jej potrzebowałam. Chciałam się teraz obudzić, poczuć zapach jajecznicy. Zbiec na dół, pocałować mamę w policzek. Po chwili jeść z pośpiechem patrząc jej w oczy. Ubrać się, wyjść do szkoły. I tak codziennie. Rutyna, dzień w dzień. Ale za to jak szczęśliwie. Dawno nie
używałam słowa ,,szczęście''. Nie zaznałam go. Ostatnio szczerze śmiałam się w dzieciństwie. Życie.
- Wszystko w porządku? - usłyszałam jakiś głos a po chwili, chyba facet, nie wiem bo miał rurki, pedał chyba. Owy pedał dotknął mojego ramienia. Andy's point of viev
Zmierzałem właśnie do sklepu. Właściwie to przegrałem zakład z chłopakami,dlatego tam właśnie szedłem. Zobaczyłem dziewczynę w koszulce Nirvany. Płacze. Gówno mnie to obchodzi,pewnie chłopak ją rzucił. Idiotka.
Byłem trochę bliżej i zobaczyłem, że oprócz koszulki Nirvany, nie ma niczego na sobie. Kurtkę zarzuciła na nogi. Postanowiłem wykazać się męstwem i yyy...odwagą? Jeśli ma okres to chyba tak. Wiem co się wtedy dzieje z Ashem, potrafi zabić...zaraz...co? Ech,no mi też piździ zimnem,ale w końcu jestem mężczyzną.
- Wszystko w porządku? - nie odpowiedziała, złapałem ją za ramię. Zadrżała. Coś w niej było co nakazało mi zostać. Lekko drżąc wziąłem jej podbródek i mimowolnie nasze spojrzenia się spotkały. Jej przepięknie, zielone oczy w których mógłbym utonąć były mocno zaczerwienione od płaczu.
- Długo tu siedzisz? - zacząłem się martwić. Dlaczego ja się przejmuję? Znam ją może z...ja jej nie znam ani trochę!
- Od...od w...wcczzoraj - matko! Jak ona drżała! Muszę coś zaradzić.
- Ile masz lat i gdzie mieszkasz? - spytałem. Odwiozę ją do domu.
- Chuj ci w dupe. Nie powiem i radzę spierdalać - mruknęła. Ech... Kobiety...
- Spokojnie, nic ci nie zrobię. Chcę tylko pomóc - w tym samym momencie poczułem okropny ból. Ann's point of view
Wkurwił mnie więc go uderzyłam. Uciekłam z tego miejsca i znalazłam się na jakiejś zatłoczonej ulicy. No nie...w tej obskurnej kamienicy mieszkam... Chyba muszę tam wrócić.
Weszłam.
- Halo? - krzyknęłam, lecz odpowiedziała mi głucha cisza. Czyli jest ok, mogę wchodzić. Na stole widać było ślady sanitariuszy. Dużo papierków od strzykawek, leków i chuj wie jeszcze czego. Wzięłam koc i walnęłam się na kanapę. Założyłam słuchawki i puściłam folder z mocniejszymi brzmieniami typu Nirvana,Slayer, Metallica itp. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
***
Byłam w jakieś klatce. Pokój był tak biały, że oślepiał. Nagle do pokoju wbiegło dziecko. Zaczęło krzyczeć,a potem kolejne i kolejne i tak w nieskończoność. Usłyszałam pukanie. Coraz głośniejsze,aż się obudziłam. Pukanie mi się nie śniło. Podbiegłam do drzwi i je otworzyłam. Stał w nich bliżej nie znany mi facet.
- Anna Palvin?
- Tak,to ja. - to chyba nie...
_____________________________________________
Zjebałam! Kilka razy mi sie to usuwało...blogger na telefonie to zło nieczyste i wytwór szatana!
Opisy były dłuższe,były. Bo jak pisałam wcześniej blogger to zło.
Next będzie najwcześniej w poniedziałek. Postaram się o dłuższy.
To nie mogło być prawdą,nie. To był jakiś pieprzony żart. Nie!
Biegłam przed siebie,ile sił w nogach. Mimo,że mieszkam tu od zawsze,to nie znałam tej dzielnicy. Byłam daleko,nogi odmawiały posłuszeństwa, w głowie miałam mętlik. Co teraz zrobię? Mam tylko telefon,100 dolarów w kieszeni i samą siebie w środku wielkiego miasta. Zagubioną, bezradną, problematyczną, samotną mnie. Mój oddech był coraz szybszy. Było ciemno. Zauważyłam ławkę, na której usiadłam. Zorientowałam się ile przebiegłam. Gdzie jestem? Jest ciemno, zimno i ogólnie chujowo. Miejsce idealne dla meneli,żuli, gwałcicieli i mnie. Tak, mnie. Dlaczego? Otóż byłam sama. Byłam bezradna i niepełnoletnia. Takie kurwa zajebiste życie. Jebane życie. Wiem! Pójdę po jakieś leki! Nie,najpierw najebę się, a potem coś przedawkuje. Albo żyletka,mój najlepszy przyjaciel. Zaczęłam macać kieszenie. Kurwa. Nie ma.
Zostało mi tylko czekać na mordercę lub gwałciciela. Zgwałci, podetnie, wrzuci do wody i po sprawie. Czekam wybawicielu...
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak mi zimno. Mimo skórzanej kurtki myślałam, że zamarznę. Podkuliłam kolana pod brodę i zasnęłam. Nie przeszkadzał mi smród spalin, warkot samochodów, czy krzyki pijanej młodzieży. Zasnęłam z nadzieją, że już się nie obudzę.
__________________________________
Podoba się? Pisałam na telefonie,więc przepraszam za błedy 😊. Jeśli możecie, podsyłajcie aktorki/piosenkarki/kogokolwiek na rolę głównej bohaterki. Możecie też wymyślić jej imię. Ja myślę nad Ann ;). Piszcie czy się podobało!
Next już w trakcie pisania! Froy
Cześć! Pewnie znacie mnie z bloga bvb-is-our-paradise.blogspot.com na którego z resztą gorąco zapraszam. Będzie to blog (też) o Black Veil Brides. Moim ulubionym zespołem jest The Pretty Reckless,ale fajnie mi się pisze o BVB :D. Black Veil Brides jest jednym z moich ulubionych,ale z potrzeb bloga wiem o nich chyba najwięcej ^^. Tego bloga będę pisała sama. Mam nadzieję,że nie wyjdzie love story...chociaż na końcu (jeśli on nastąpi) pewnie będzie już miłość 4ever (wątpie haha). Więc idę pisać prolog ;). Mam nadzieję,że sie spodoba!
Buziaki! Froy
PS. Tak wiem,że jest taki sam szablon jak na 1 blogu,ale nie widzę innego w moim stylu :c