sobota, 21 lutego 2015

#8 ,,A dałabyś mi może swój numer?''

- Od jutra praca, gdybyś nie wiedziała - usiadł na mnie Seth. No co za człowiek! Ciężki jest!
- Fajnie - zrzuciłam go lekko z siebie i próbowałam się uśmiechnąć, lecz wyszedł raczej grymas. Nawet uśmiechać się nie umiem...
- Ej, co jest? - zapytał zmartwiony przy czym zmarszczył brwi. Przez chwilę wahałam się czy powiedzieć czy nie, w końcu to strasznie głupi powód, ale to mój przyjaciel, on zna mnie lepiej niż ja siebie samą.
- Byliśmy na plaży, Purdy mnie oblał wodą i zaczęłam go gonić. Przewrócił się  na mnie i prawie mnie pocałował, a ja nie wiem co o tym myśleć - streściłam szybko i  podparłam twarz na dłoniach. Seth pokiwał tylko w zamyśleniu głową. - Chciałam tego pocałunku, ja nie wiem... pragnęłam wtedy tego tak bardzo... Nie wiem co się wtedy ze mną stało byłam jak... zahipnotyzowana. - sklejałam powoli zdania.
- Poczekaj do waszego następnego spotkania i zobacz jak się przy tobie zachowuje. Nie jestem specem w tych sprawach - tak zrobię... nie mogę się tym przejmować jak jakieś dziecko!
- Dzięki. - mocno przytuliłam się do bruneta. Musiałam zażyć (nie)świeżego powietrza, więc postanowiłam wyjść na mały spacer. Założyłam jedyne buty jakie miałam, czyli glany. Zawsze pragnęłam mieć coś więcej, wszyscy ze mnie się śmiali. Miałam tylko kilka par spodni i koszulek, jedną bluzę, kurtkę i buty. Znowu wspomnienia powróciły, tamto miejsce, te wszystkie... Moja matka... Ojciec... Ból... Niechęć, obrzydzenie do samej siebie... Z moich oczu zaczęły wypływać pojedyńcze łzy, które powoli wytarłam i szybko stałam już przed mieszkaniem Setha. Nie wiedziałam gdzie chcę iść, nie znałam tu nikogo ani niczego. Wygrzebałam słuchawki i podłączyłam do starego samsunga. Powoli zaczęły płynąć pierwsze wersy piosenki:
I'm so happy
Cause today I found my friends
They're in my head
I'm so ugly
But that's ok, 'cause so are you
We've broke our mirrors
Sunday morning
Is everyday for all I care
And I'm not scared
Light my candles
In a daze 'cause I've found god

Yeah

I'm so lonely and
That's ok, I shaved my head
And I'm not sad
And just maybe
I'm to blame for all I've heard
And I'm not sure
I'm so excited
I can't wait to meet you there
And I don't care
I'm so horny but
That's ok, my will is good

Kocham tą piosenkę. Niektórzy uważają, że nie ma  większego sensu, ale ja w niej widzę coś więcej. Ma wielkie przesłanie, ale dlaczego ja zajmuję się piosenką? Miałam przecież iść... eee... no dobra, nie wiem gdzie...
Zauważyłam niewielki park, do którego po chwili postanowiłam się udać. Usiadłam na starej, drewnianej ławeczce nad klimatycznym, brudnym stawem. Było przepięknie. Niepozornie, ale ładnie. Nigdy nie byłam w takim miejscu.
- Cześć - usłyszałam beznamiętny głos. Lekko podskoczyłam ze strachu, nie słyszałam aby ktokolwiek tutaj szedł. Zmierzyłam ową postać wzrokiem, przystojny blondyn w pedalskich rurkach. Pewnie dajrekszoner czy coś takiego.
- Przestraszyłeś mnie. - odpowiedziałam tym samym tonem. Gdybym miała być szczera, to nie chcę go tutaj, potrzebuję samotności.
- Co tutaj robisz? - szybko zmienił temat.
- Siedzę... - odpowiedziałam z lekką nutką irytacji.
- To mogłem zauważyć...
- Myślę, ale muszę już zmykać do domu. - no właśnie... dom... Nie mogę całe życie mieszkać u mojego przyjaciela...
- A dałabyś mi może swój numer? - zadał pytanie wyciągając swój telefon z kieszeni rurek przy czym posłał mi proszące spojrzenie.
- Nie. Znaczy się tak. Albo eee... - zmieszałam się - Yyy... tak - szybko wpisałam swój numer i odeszłam. Moje zmieszanie było conajmniej dziwne... Zazwyczaj w takich sprawach po prostu mówiłam ,,Nie''. Może tylko on tak na mnie działa?
Jakoś doczłapałam się do tej pięknej prawie-willi Setha i nie zdejmując butów weszłam do salonu. Mogłam się domyślić, że brunet siedzi przy jakimś filmie z popcornem. Pokiwałam głową i przewróciłam oczami, setny raz oglądał Iron-mana. Jak dziecko...
- Cześć! - rzuciłam. Był tak zajęty, że nawet nie zwrócił uwagi na moją obecność. Weszłam do kuchni połączonej z salonem, spojrzałam na zegarek, 18:37. Dzisiaj nic nie jadłam, więc przydałoby się to odrobić... Wyjęłam  dwie kromki chleba i posmarowałam dżemem. Wstawiłam mleko na gaz i wsypałam do kubka wyjętego z szafki cappucino o smaku czekolady. Nie będę mogła potem spać... no trudno. 
Zjadłam przygotowane wykwintne danie i wzięłam do ręki telefon. Żadnych powiadomień... No ja to zawsze byłam forever alone ;c.
Usłyszałam trzask drzwi. Zwróciłam swój wzrok w stronę, z której pochodził dźwięk. W tamtym miejscu nie było światła, więc widziałam tylko kobiecy cień, ale owa postać mogła idealnie zobaczyć mnie.
- Do cholery Seth!! Kto to jest!?
_______________________________________________________
 CIERPIĘ NA BRAK WENY ;C. Z góry przepraszam za taki krótki, ale mam już prawie napisany next. Nie wiem kiedy będzie... może walnę limit? Postaram się, aby następny był dłuższy.
 Nie wiem, czy nie zrobić mimi przerwy, w której napiszę sb rozdziały do... 20? Nie wiem, ale planuję akcję na 50. Zobaczymy co potoczy się dalej :).
 Mam teraz szkołę, zawody i takie inne, więc rozdziały mogą pojawiać się rzadziej. Mam dużo nauki itp.
Piszcie jak się podobało!
PS. Postanowiłam, że nie będę wstawiać piosenek na początku bo mi się po prostu nie chce szukać odpowiedniego tekstu xD

Next - 3 komentarze

niedziela, 15 lutego 2015

#7 ,,A co jak ja dla niego coś znaczę?''


Nasze usta dzieliły milimetry. Słyszałam jego bicie serca, był już na tyle blisko, aby...
- Gołąbeczki! Wracamy do domu - usłyszałam głos Jake'a i w mgnieniu oka oderwałam się jak poparzona. Nie patrząc na Purdy'ego szybkim krokiem doszłam do naszej paczki. Wszyscy się patrzyli, raz na basistę a raz na mnie. No co ja mam im powiedzieć? Tak jakoś wyszło i chciałam się przelizać z waszym basistą?
- No to idziemy? - zwróciłam się mocno poirytowana. W odpowiedzi dziewczyna Biersacka mruknęła pod nosem coś, co pewnie miało być potwierdzeniem. Nie tak wyobrażałam sobie czas spędzony z nimi na plaży. No może było całkiem 'normalnie' ale ten pocałunek, a właściwie prawie pocałunek zbił mnie z tropu. O co chodziło Ashowi? My prawie się nie znamy... Co prawda nasz pan Deviant może w taki sposób mieć każdą. Ja... ja już naprawdę nie wiem co sobie o tym myśleć, mój mózg nie jest przyzwyczajony do takiego wysiłku, haha.
- Ann! Żyjesz? - z zamyśleń wyrwał mnie głos Doll
- Co? Ja? Tak. - odrzekłam z roztargnieniem
- Mówimy do ciebie od minuty... - parsknęła śmiechem - To Purdy ci w głowie namieszał! Szykuje się jakiś romansik? - spojrzała na mnie znacząco. Wsiadłyśmy do samochodu i powoli ruszyłyśmy. Przez całą drogę gadały coś o basiście i mnie. Co ja im zrobiłam, że tak się na mnie wyżywają? Mnie z nim nic nie łączy, ludzie!
Po pożegnaniu szybkim krokiem ruszyłam do domu. Na bruneta nawet nie spojrzałam. Chciałam zapomnieć o zaistniałej sytuacji. Tak, Ann, oszukuj się dalej, wcale nie pragnęłaś tego pocałunku, wcale... A co jak ja dla niego coś znaczę?
 -Grr... - warknęłam i rzuciłam torbę na kanapę, a sama wyłożyłam się obok. Kurwa, kurwa, kurwa! Ja nie będę w stanie spojrzeć mu w oczy... 
Pogrążyłam się na chwilę w myślach i ustaliłam,  że spróbuję zachowywać się jak gdyby nigdy nic. Będzie trudno, ponieważ pytania mnie dręczą. Całe życie tylko pytania i pytania... Czy ja nie mogę żyć chwilą? Chcę mieć wszystko w dupie ale nie mogę! Życie jest niesprawiedliwe...
   Perspektywa Ash'a
 Ci idoici nie dają mi żyć! I co z tego, że byłem na Ann? Hahaha, śmiesznie  to brzmi ,,Byłem na Ann''. Głośno parsknąłem śmiechem, przez co wszystkie spojrzenia powędrowały na mnie.
- No co?
- Coraz częściej śmiejesz się z niczego... Myślimy właśnie nad psychiatrą - odpowiedział obojętnie tatuś Jinxx. Dla mnie psychiatra? Dla mnie? Chyba dla nich! To są takie głupki głupie! Satanisty! Antychrysty! Egzorcysta im potrzebny! No rzeczywiście potrzebny mi psychiatra...
    Godzinę później...
- To co, idziemy do klubu czy zostajemy tutaj? - spytał Andy. Od razu moje myśli powędrowały do naszej managerki. Ta sytuacja na plaży... Ja chyba coś do niej czuję... Pff... ja? Ja nigdy się nie zakochałem, przecież! No niemożliwe by było, abym zabujał się w kobiecie, którą znam zaledwie... 2 dni? Niee, to jakiś żart czy coś. Nie mogę się przecież zakochać, jestem singlem i wcale mi to nie przeszkadza. Coś mi się wtedy uroiło. To zwykły... przypadek. Mam nadzieję, że nie będzie płakać, ponieważ słynny i seksowny Ashley Purdy nic do niej nie czuje, hahaha.
- Kurwa, Purdy! O czym ty myślisz?! - wydarł się na mnie Andy. Czego on ode mnie chce? Ja jestem przecież taki grzeczniutki, kochaniutki, cud, miód i orzeszki! Nie lubię miodu przecież...
- Odejdź szatanie! - lekkomyślnie wypaliłem. Teraz to kurwa mnie zawiozą do tego psychiatry! Zamkną mnie tam w klatce z jakimś murzynem! On mnie zgwałci i poćwiartuje łyżką! Ja nie chcę! Jinxx, pomocy!
- Rety, jaki debil... - mruknął ledwo słyszalnie murzyn. Znaczy się Andy
- Słyszałem! - krzyknąłem. On na to tylko przykrył twarz dłonią i oznajmił:
- Jaki film oglądamy?
- 50 twarzy Greya! - rzuciłem się do szuflady z filmami. Ciekawe czy te zboczuchy mają...
- To jeszcze nie miało premiery... - załamał się Andyś. Oj, przepraszam kochanie, nie wiedziałem. Zaraz, co?
- No niee! Gówno a nie film! - chwila na zastanowienie... - Andy? A wiesz, że jak masz rękę mniejszą od twarzy to masz raka? - haha! Biersack przykrył swoją pię... ekhem... buźkę dłonią, a ja korzystając z okazji uderzyłem go w to właśnie miejsce. Wszyscy patrzyli na mnie jak na idiotę. No co? Przecież to miało być śmieszne, no! Dobra, ja tych ludzi ni rozumiem! Foch na... kilka minut! Będą mnie błagać o przebaczenie! Założyłem ręcę na piersi i wydymając usta usiadłem na sofie. Niech sami sobie coś wybiorą! Ja im nie pomagam, ciule gupie.
- Proszę cię... Andy... - lamentował CC. Ciekawe o co znowu chodzi...
- Cholera no! Nie będziemy przecież oglądać Barbie! - Barbie? CC dobrze wymyślił!
- Będziemy! Ja chcę Barbie! Andyś noo! - Biersack załamany usiadł na kanapie i podał CC'emu płytę do włożenia. Zapowiada się ciekawy seans...
_______________________________________________________________________________
 To chyba jeden z dziwniejszych rozdziałów xD. Taki krótki, bo ten moment był najlepszy do skończenia ^^. Perspektywa Asha jest dość dziwna, ale tak podpowiadała mi moja wyobraźnia :D.
Piszcie czy się podobało :*!

środa, 11 lutego 2015

#6 ,,Który to?!''


Wysiadłam z samochodu i bezceremonialnie weszłam do mojego tymczasowego domu. Usiadłam na kanapie przed telewizorem i włączyłam MTV Rocks.
- Gdzieś ty do cholery była?! - na wejściu wywrzeszczał Seth. Matko, co za człowiek.
- U Bridesów. Był też skład The Pretty Reckless i Falling In Reverse, a co? - udawałam głupią.
- Najpierw masz mi mówić gdzie chodzisz, ok?
- Tak tatusiu - odpowiedziałam przymilnym głosem. - Tatku mój kochany, a mogę iść z Bridesami na plażę? Będziemy grzeczni, nie będę wchodzić do wody powyżej pasa i nasmaruję się kremem! - spojrzał na mnie z wyrzutem a po chwili pokiwał głową na tak. Poczłapałam do mojego pokoju, żeby wyjąć strój kąpielowy. A gdzie moja walizka? Co ten człowie... O kurwa, została w hotelu! Moja inteligencja wyjebała skalę...
- Seth! Jedziemy do hotelu po walizkę! - krzyknęłam schodząc po schodach.
- Kurwa no! Po co do hotelu?
- Po walizkę ćwoku - zaczęłam zakładać czarne trampki. - Teraz! - po ok. minucie stał przy mnie i czekał aż skończę zakładać kurtkę. Wyszliśmy z jego domu i pojechaliśmy po tą cholerną walizkę. Nie obyło się bez problemów. Pobyt minął wczoraj i coś tam, coś tam. Ale teraz siedziałam spokojnie w samochodzie Setha i wpatrywałam się w szybko przemijające domy. Ja tam zemdleję na widok tatuażu Asha, haha. Niee! Też kiedyś będę miała całe ciało w dziarach. Nawet cycki, haha! Wyobrażacie sobie starą Annę Palvin z dziarą na cyckach? To musi zajebiście wyglądać. Moje przemyślenia godne Einsteina przerwał męski głos Setha
- Długo jeszcze tam będziesz siedzieć? - był wyraźnie zirytowany. No co? Przecież każdy zostawia walizkę w hotelu! No może tylko ja... Nie odpowiedziałam mu na pytanie, tylko wysiadłam z auta i wyjęłam walizkę z bagażnika. Mój przyjaciel otworzył przede mną drzwi, a sam wszedł po mnie.
Od razu weszłam do mojego pokoju i rzuciłam walizkę na łóżko. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do łazienki, wzięłam prysznic, założyłam szlafrok i wróciłam do pomieszczenia.
Uznałam, że najlepszą szafą będzie sama walizka, bo nie chciało mi się tego wypakowywać. Uklęknęłam na miękkiej pościeli i zaczęłam grzebać w zawartości torby. Coś tam jest... o! Kupiłam go sobie niedawno i nie używałam ani razu. Wtedy na zakupach była z matką... wszystkie wspomnienia wróciły. Po policzku spłynęła mi łza. Nie wytarłam jej.
Coraz więcej słonawego płynu wydobywało się z moich oczu, mocząc moje ubranie. Usłyszałam kroki, to pewnie Seth. Szybko wytarłam łzy koszulką i wstałam z łóżka. W tym samym czasie drzwi otworzył brunet. A pukać mama nie nauczyła?
- Płakałaś. - bardziej stwierdził niż zapytał. Co to, spowiedź? 
- Nie - spuściłam głowię w dół, lecz po chwili jego ręka podniosła mój podbródek. Popatrzył mi głęboko w zaczerwienione od płaczu oczy.
- Dlaczego? - zmarszczył brwi. Usiadł na skraju łóżka i poklepał miejsce obok siebie, abym też tam usiadła. Posłusznie wykonałam polecenie i wtuliłam się w jego tors, on zaś objął mnie ramieniem. - No więc?
- Wspomnienia... - wzięłam głęboki oddech, żeby się nie rozpłakać - wyjęłam bikini z walizki, które kupiłam z mamą - lekko się zaśmiałam. On nie odpowiedział, lecz zapewnił mi chwilę ciszy. Błogi stan przerwał dźwięk smsa. Oderwałam się od Setha i wzięłam do ręki telefon. 
- Za kilka minut będą tutaj. Spadaj stąd, muszę się przebrać! - ze śmiechem wypchnęłam lekko bruneta za drzwi. Zrzuciłam z siebie ubrania i założyłam moje bikini. Przejrzałam się w lustrze, wyglądałam nieźle. Uśmiechnęłam się sama do siebie. W tym samym czasie usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko włożyłam krótkie spodenki i bluzkę na ramiączkach, na nogi włożyłam sandałki, do torebki spakowałam krem (skąd ja go miałam?), okulary i założyłam kapelusz. Zbiegłam po schodach aby otworzyć drzwi. Przekręciłam zamek i z szerokim uśmiechem powitałam Ashleya.
- Gotowa? - odwzajemnił gest
- Tak - pokiwałam głową. - Seth, ja wychodzę! - rzuciłam jeszcze i zamknęłam za sobą drzwi. Skierowaliśmy się do auta. Hm, no może raczej aut, bo były dwa. Dowiedziałam się, że jadę razem z Juliet, Sammi, Ellą i Lauren, cały skład BVB jechał osobno, więc miałyśmy czas na rozmowę. Całą drogę przegadałyśmy. Dziewczyny są naprawdę super! Coś czuję, że się polubimy. Mam nadzieję, że one myślą to samo.
Tak samo jak każdy, zdjęłam z siebie ubranie i zostałam w samym bikini. Jak już mówiłam, umarłam haha, wiadomo od czego. Czy faceci na każdą dziewczynę tak działają? Niektórych na tej plaży to bym brała, huhuh. Juliet też wybrała sobie obiekt spojrzeń. Ciekawe co będzie jak się Biersack dowie!
Rozłożyłam ręcznik pomiędzy Sammi i Juliet. Poprosiłam o posmarowanie mnie kremem, od razu zjawił się Andy, lecz za ofertę pomocy dostał od Juliet w łeb. Hahah, biją się o mnie! Ze śmiechem podałam krem mojej koleżance i rozpięłam stanik, aby nie mieć białego paska na plecach. Simms usiadła na mnie okrakiem, a Biersack z fochniętym dzióbkiem dołączył do dzieci bawiących się w wodzie. Czekaj, wróć, to nie dzieci tylko chłopcy z BVB. Można było się spodziewać, CC piszczy gorzej niż mała dziewczynka! Z kim ja pracuję...
      Kilkanaście minut później...
- Hahaha, Sammi masz rację! A ty Ann, kręcisz z kimś? - padło pytanie od Simms.
- Nie i na razie nie zamierzam. Wolę być singlem. - odparłam niezgodnie z prawdą, no a co miałam powiedzieć? Że nigdy nie miałam chłopaka? Że nikt mnie nie lubił? Że jedyny pocałunek, który  przeżyłam był z... NIE! Wspomnienia stop! Nie mogę się rozbeczeć, nie! Jestem silna, wszystko ok. Przeszłości nie ma.
- Nawet nie wiesz co tracisz - zachichotała Sammi. W momencie wypowiedzenia tych słów poczułam ZIMNO! Kurwa, no! Skąd oni mieli wiaderko? Pedofile! Dzieci podpuszczają! Jeszcze im się odegram!
Szybko wstałam i zapięłam stanik.
- Który to?! - byłam mocno wkurzona. Chłopcy jednoznacznie wskazali na Asha. Jeszcze pożałuje...  w momencie zaczęliśmy się gonić. Dzieci przerwały na chwilę zabawę, żeby zobaczyć co za sierota tak wrzeszczy. Musiało to komicznie wyglądać, jakaś mocno wkurzona dziewczyna goni faceta, który drze się i wymachuje rękoma. Wybuchnęłam śmiechem, na co Purdy się zatrzymał. Gwałtownie na niego wpadłam, a on przewrócił się na mnie. Podniósł się na łokciach i spojrzał w moje oczy. Przybliżył się do mnie tak, że czułam jego oddech na szyi. Chciałam się wyrwać, ale moje ciało odmawiało posłuszeństwa. Leżałam tam z szokiem a zarazem przyjemnością. Umysł nie chciał do tego dopuścić, ale zarazem tego chciałam. Byłam jak zahipnotyzowana jego kasztanowymi tęczówkami. Nasze usta dzieliły milimetry...
_______________________________________________________________________________
 Hahahahaha! Zabijecie mnie za końcówkę? Jak myślicie, pocałują się? Taki pierwszy akcent w opowiadaniu. Podoba się?
Rozdział miał być wcześniej, ale blogger na telefonie nie wrzucił mi tego ;/. Musiałam dorwać się do komputera i tak oto jest :3
Nie wiedziałam co dać na piosenkę (jak zwykle xD), więc kochane Red Hot Chili Peppers! Ta piosenka jest świetna :)

piątek, 6 lutego 2015

Nowy blog!

 Tak więc mam nowego bloga! Tego nadal będę prowadzić.
 Blog jest o Falling In Reverse, bo pomyślałam, że fajnie jest pisać o takich zjebach :D. Nudziło mi się, więc włączyłam komplikację filmów z insta Ronniego. Teraz ciągle chodzi mi po głowie 'lemon,lemon,lemon hahahah!'. Nie widziałam jeszcze kogoś tak bardzo pozytywnie pojebanego :D. No więc zapraszam na prolog (już jest!).
nothinglefttolosefir.blogspot.com
 Nie, nie będę miała '20' blogów...

czwartek, 5 lutego 2015

#5 ,, Nie patrz się tak, bo ci stanie''

 Do tego rozdziału nie pasowała żadna piosenka, której chociaż trochę znam tekst, więc wrzuciłam Nirvanę. Ta piosenka ciągle chodzi mi po głowię, więc tu jest.
_____
Gdy skończyłem robić jajecznicę uznałem, że dla tych żarłoków to za mało. Wyjąłem z zamrażarki pizzę i wsadziłem do piekarnika. Usiadłem na stołku przy wyspie i zabrałem się do jedzenia jajecznicy. Wskazałem Ronniemu, żeby też usiadł. Po chwili obydwoje położyliśmy talerze w zmywarce.
- To jak? - spojrzałem się na Ronniego. On jednak patrzył się na schody, po których schodziła Ann. - Stary, nie patrz się tak bo ci stanie. - 'upomniałem' Rona, na co on posłał mi mordercze spojrzenie. No przecież była w koszulce Tay, zasłaniającej jej połowę pośladków.
- Coś nie tak? - zmarszczyła brwi - Mam coś na twarzy?
- Widzę, że masz fajną bieliznę, ale może lepiej się ubierz?
- Och. No tak, przepraszam - zaczerwieniła się i zachichotała nerwowo. Wbiegła na górę, a ja postanowiłem pomyśleć co możemy robić. Kino? Nie... Impreza? Nie... Plaża? Tak!
- Może plaża? - spytałem się
- Mi pasuje,tylko tych  ciulów trzeba się spytać - rzucił oddalając się w stronę telewizora. - Gdzie masz gry na XBoxa?
- Pod telewizorem w szufladzie - mruknąłem siedząc nadal w tym samym miejscu. Kątem oka zauważyłem już ubraną Ann, która ciągnęła za sobą ledwie żywą Taylor i podobnie wyglądającego Asha.Usiedli przy stole i z trudem zjedli trochę jajecznicy.
- Masz coś na głowę? - jęknął błagalnie Ashley. Dobrze, że ja nie miałem kaca, bo umierałbym razem z nimi.
- Czapkę - mruknąłem sam do siebie idąc do szafki z lekami. Mają szczęście, że jestem. Gdyby nie ja to by umierali tu na kaca. Kac zabójca... Postawiłem przed Tay i Ashem szklanki z wodą i tabletki, a sam przysiadłem się do Ronniego.
         Ann's point of view
Dobrze, że dużo nie wypiłam, bo kac zabójca jest zły. Bardzo zły.
Zaprzyjaźniłam się z Taylor. Fajna dziewczyna. Coś czuję, że  jeszcze nie raz się spotkamy. Chociażby na jakiejś imprezie. Podoba mi się jej styl życia. Ma wszystko w dupie, a ja nigdy o niczym nie zapominam. Potrafię smucić się przez jakiś komentarz mojego ubioru. W szkole ciągle chodziłam smutna bo byłam inna. Nikt mnie nie lubił, nie chciał się zadawać z dziwaczką. Bardzo cierpiałam, nie tylko przez szkołe ale też przez sytuację rodzinną...
- Musimy się zbierać. Nagrywamy nowy singiel, więc nie wiem co powie nasz manager - skąd wszyscy się tu wzieli? Przecież jeszcze niedawno spali. Taka stara jestem, że już głucha?
- To do następnego. Cześć! - skład The Pretty Reckless pożegnał się z nami i wyszedł. Nagrywają singiel...
- Andy do cholery! Dlaczego nie jesteśmy w studiu! Niedługo premiera płyty, a wy co?! - podbiegłam do grających w jakieś wyścigi chłopaków. Andy i Ronald spojrzeli na mnie z politowaniem.
- Mamy trzy dni wolnego, spokojnie.
- Ale ja nie mam... - pobiegłam po telefon i wybrałam numer Setha. Po drugim sygnale usłyszałam jego głos. Wydarłam się trochę na niego, czemu nic nie mówił i rozłączyłam się. Jak tak ma wyglądać moja praca to ja ją uwielbiam! Mogę się wydzierać na Setha! Taak! Hahah, na miejscu Setha bym się bała.
Zbiegłam po schodach w świetnym humorze. Chyba ja też będę musiała niedługo opuścić chłopaków. A szkoda bo było naprawdę fajnie. Mam nadzieję, że nie raz będę u nich gościć. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek ich spotkam, a co dopiero będę myśleć o kolejnym spotkaniu! Mam zajebiste życie.
- Ann! Jedziesz z nami na plażę? - usłyszałam głos Jinxxa. Ja na plażę? Wszyscy zobaczą moje blizny na rękach. Będę musała wziąć jakąś mega wielką bandanę haha.
 - Nie mam nic do roboty...  - odpowiedziałam z udawaną obojętnością. Tak naprawdę cieszyłam się jak dziecko! Na plażę? Z nimi! Tak, tak, tak! Ech... mój fangirling rośnie...
 - Czyli tak, fajnie - puścił mi oczko CC.
 - Ale teraz muszę się zbierać. Dzięki za imprezę i nocleg! - ja nie chcę jechać! Ja chcę do chłopaków noo! Grr... Już miałam wychodzić, gdy stanął przede mną Ashley.
- Czekaj, czekaj. A kto poda nam twój numer telefonu? - wyszczerzył się i podał mi swój telefon. Szybko wpisałam numer i dokończyłam wiązanie glanów. Wyszłam na zewnątrz z wielkim bananem na ryju. Głupi to
zawsze ma szczęście haha. Dobra, dobra... a gdzie mieszka Seth? Kurwa.
 Wybrałam do niego numer i po kilku sygnałach usłyszałam miłe 'czego?' On to naprawdę potrafi...
- Podwieź mnie, jestem przed domem Bridesów. Dzięki, cześć! - szybko się rozłączyłam, nim cokolwiek powedział. Like a boss! To był najlepszy sposób, zawsze działał. Oparłam się na murku przed posiadłością zespołu. Wsadziłam słuchawki do uszu i włączyłam piosenki My Chemical Romance. Szkoda, że ich zespół się rozpadł, byli naprawdę świetni.
Delektowałam się muzyką, gdy przede mną stanęło czarne Volvo. Co on tam robił, że tyle czasu mu to zajęło? Wsiadłam do auta i zapięłam pasy. Droga minęła nam w ciszy. Nie była niezręczna, po prostu było cicho i tyle.
_____________________________________________________________________________
 Brak weny jest naprawdę zły :'). Pisałam to naprawdę długo, mimo , że jest krótki :'). Nie wiem co zjebałam, ale coś czuję, że mocno. Nic się takiego nie wydarzyło, tylko tyle, że jadą na plażę i Ann wróciła do jej tymczasowego zamieszkania. Jak widzicie Joseph lubi sobie popatrzeć na Ann, jak myślicie - będzie coś z tego? A co do dialogu między Biersackiem a Josephem, to tak, stanął mu. Przepraszam za nierozgarnięcie, przyjaciółka u mnie jest i dostaje głupawki. Dziękuję za przeczytanie i nie wiem kiedy będzie next, mam straszny brak weny, a w niedzielę wyjeżdzam w góry. Postaram się coś jeszcze napisać, żeby w tym czasie wrzucić. Piszcie jak się podobało. Komentarze pewnie szybko przywrócą mi wenę ;). Mam ochotę wprowadzić limit, ale odpuszczę. Może następnym razem 3:D.
 Dziękuję za komentarze!

wtorek, 3 lutego 2015

#4 ,,Te szatany wszystko to zaplanowały!''


- Japierdole! Jinxx! Oddaj mi ten naszyjnik bo cię w dupe kopne!
- A spierdalaj, sam se weź.
- Chłopacy! Idzie nowa menagerka,więc ogarnijcie dupy! Jinxx! Oddaj Ash'owi ten naszyjnik!
- Jake ty idioto! Nie mówi się chłopacy tylko eee... mężczyźni!
- Sorry... - w tym momencie weszłam z Andym do pomieszczenia.
- Oni tak zawsze? - szepnęłam
- Taa...
 Po moim wejściu wszyscy umilkli. Haha,chyba zrobiłam dobre wrażenie.
- To wy się znacie? - Ashley spojrzał na mnie i Andrzeja.
- No...tak jakby... - Andy był trochę zakłopotany. W sumie ja też.
 Omówiliśmy wszystkie moje funkcje i takie tam inne. Chwilę pogadaliśmy, a chłopcy musieli wracać już do domów. Polubiłam ich. Byli bardzo pozytywnie nastawieni do życia i mieli dobry humor! Nadal nie wierzę,że będę z nimi pracować. Znaczy się nie wiem czy będę z nimi pracować,może...
Wychodziłam właśnie ze studia. Poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu.
- Ann,jedziesz z nami? Dzisiaj i tak będziemy nocować w naszym domu,więc fajnie by było gdybyś przyjechała z nami. Co ty na to? - to był CC
- Ja? No nie wiem... - jechać tam czy nie? Chętnie bym pojechała ale... - no w sumie nic nie stoi na przeszkodzie - posłałam mu promienny uśmiech. Złapał mnie za rękę i zaciągnął do samochodu. Siedziałam między Ashem a Jinxxem. Było mi niezręcznie,ale co tam. Raz się żyje, i to jeszcze przy BVB!
Chłopcy rozmawiali o czymś między sobą,ale ja nie wnikałam w ich konwersację. Siedziałam i myślałam nad moim życiem. Jak dużo może zmienić jeden telefon. Jak bardzo się cieszę,że spotkałam Setha. Już myślałam, że całkowicie o mnie zapomniał. Nie wiem co bym wtedy zrobiła. Podcięła sobie żyły czy wpadła pod samochód? Nie...najpierw musiałabym spotkać Jona Bon Jovi! Włamałabym się do jego mieszkania i przytuliła, a dopiero potem mogę robić co zechcę. Ciekawy pomysł na życie, nie powiem. Mimowolnie moje kąciki podniosły się do góry.  A teraz? A teraz nie chcę umrzeć! Teraz chcę żyć! Uczę się znowu mówić. Czekałam na to wystarczająco długo...
- A ty z czego rżysz? - dźgnął mnie w żebro Ash
- Z ciebie, ciulu. - wybuchnęłam śmiechem
- Ha, ha, ha bardzo śmieszne - zrobił fochnięty dzióbek i założył ręce na piersi.
- Oj już nie obrażaj się tak. Myślałam co bym zrobiła bez Setha, czy podcięłabym sobie żyły, czy wpadła pod samochód. - nadal się śmiałam. Ash zrobił poważną minę i popatrzył na mnie dziwnie. - No co? - nic nie odpowiedział tylko ten sam wzrok. Dziwny koleś.
Byliśmy już na miejscu, Jake kulturalnie otworzył mi drzwi od samochodu i podał rękę ze śmieszną miną. Wybuchnęłam śmiechem,ale posłusznie wysiadłam i  złapałam go pod łokieć. Szliśmy chwilę podjazdem,po czym on tak samo otworzył przede mną drzwi wejściowe. No niezły z niego gentleman. Weszłam do wielkiej willi. Robiła wrażenie. Skąd oni mają na to kasę? Haha, a ja od razu o kasie.
Jake zdjął ze mnie kurtkę i zaprowadził na wielką kanapę, przed wielkim telewizorem.
- Co oglądamy? - wyszczerzył się.
- Wybierz - puściłam mu oczko. W tym samym momencie na miejsce obok mnie rzucił się Ash. Chyba źle coś wymierzył, bo trafił prosto na moje kolana.
- Co ty...
- Sorry Ann - zszedł ze mnie i usiadł obok. - dzwoniłem już do Ronniego! Przyjeżdża razem z chłopakami i zespołem Taylor! - wydarł się wprost do mojego ucha. Zaraz...co? Ja nie chcę imprezy! Nie tak wyobrażałam sobie nocowanie u nich w domu. Te szatany wszystko to zaplanowały! A my się znamy dopiero 1 dzień. Niecały...
 - Ekhem.... znamyy się 1 dzień,pamiętasz? - puknęłam w ramię Asha
- No przecież nie namawiam cię do seksu, tylko na imprezę. Sami najblizsi przyjaciele! A poza tym to polubiliśmy cię!
- No fajnie - odpowiedziałam mało entuzjastycznie. Zrobiło mi się miło. Polubili mnie! Fajnie.
 W tym samym momencie zaczął się film. Horror. Czemu do cholery każdy ogląda horrory! Ja się boję horrorów! Nie mam do kogo się przytulić. No ejj!
Ronnie's point of view
 Jak jest impreza to co żałować. Idziemy!
Byliśmy już przed willą BVB. Razem z Taylor, jej zespołem i naszym. Weszliśmy do środka i chyba nas nie słyszeli. Wpadłem na szatański pomysł. Hahah.
- Dobra, teraz cicho  - szepnąłem do ekipy. Po chwili mój growl wypełniał cały dom,a chłopaki leżeli na podłodze ze strachu. Ale coś przykuło moją uwagę. Jakaś dziewczyna w objęciach Jake'a? Coś mi tu nie pasuje...
- Jake?
- Spierdalaj demonie nieczytsty! - wydarł się i bardziej skulił się na podłodze. Wszyscy wybuchli śmiechem.
- A twojej dziewczyny nie przedstawisz? - zapytałem mocno zdezorientowany. W tym samym czasie wspomniana przeze mnie dziewczyna wstała i skierowała się do mnie.
- Anna Palvin. Mów mi Ann. - uśmiechnęła się poprawiając nieco poczochrane włosy. Jest ładna, aż zbyt ładna... - Nowa menadżerka tych idiotów.
- Ronnie Radke, Ron czy jak tam chcesz - odwzajemniłem uśmiech.
- Wiem, znam. Was też, mówcie mi Ann. - rzuciła odwracając się i podchodząc do chłopaków. Coś w niej było... była taka jakaś inna niż wszystkie dziewczyny, które znałem. No może oprócz Taylor, bo takiej to się nie znajdzie.
 Impreza trwała w najlepsze. Wszyscy chlali, palili i chuj wie jeszcze co. Zrobiło mi się gorąco, więc wyszedłem na dwór na ławeczkę. Ktoś na niej już siedział
Ann's point of view
 Wyszłam,bo nie lubiłam imprez. Szczególnie nie dzisiaj. Zauważyłam małą ławeczkę, więc na  niej usiadłam. Nie weidziałam co robić, więc myślałam o wszystkim i o niczym. Wiele myśli przemijało przez moją głowę. Byłam teraz smutna, bo wszystkie wspomnienia wróciły, moja matka, mój ojciec, szkoła, podcinanie sobie żył i te inne rzeczy. Nie chciałam do tego nigdy wracać, sama o tym pomyślałam. Sama zadaję ból swojej duszy. Dlaczego nie można tego tak po prostu wymazać? Skreślić ten rozdział jak z książki. Wyrwać kartki, spalić i po problemie. Dlaczego człowiek tak nie może? Pytania kłębiły się coraz bardziej w mojej głowie. Siedziałam tam z kieliszkiem wina i myślałam. Mogłam wrócić do środka i potańczyć, popić. Ale ja nie chciałam. Wolałam siedzieć na tej cholernej ławce, na tym cholernym świeżym powietrzu z tym cholernym kieliszkiem w ręku. Jestem cholerną pesymistką i za dużo używam słowa cholera... moje je zamienić zawsze na kurwa lub jakieś inne ładniutkie słówko. Poczułam jak deski ławeczki minimalnie się uginają. Ktoś przyszedł. Spojrzałam na sylwetkę mężczyzny. Ronnie.
- Dlaczego się nie bawisz? - spytał po chwili ciszy
- O to samo mogę zapytać ciebie - spojrzałam na niego
- Pierwszy zadałem pytanie - odwrócił wzrok
- Nie lubię imprez. Szczególnie dzisiaj - posmutniałam
- Dlaczego?
- Coś dużo pytań zadajesz. Może kiedyś ci powiem, a teraz chodź się bawić! - tak naprawdę nie chciałam się bawić. Pociągnęłam go za rękę w stronę drzwi. Po chwili byliśmy na parkiecie. Po chuj grała wolna piosenka?! Nienawidzę wolnych piosenek w tańcu! Co za mała cholera układała tą playlistę.
                                                                              ***
       Andy's point of view
- Kurwa moja głowa! - mruknąłem. Nigdy więcej picia... Spróbowałem wstać,ale to był zły pomysł. Kurwa moje plecy,krzyż, dupa i co tam jeszcze jest! Skąd ja się do cholery wziąłem na półce na książki? Szczęście, że nie zerwałem jej, bo nie chce mi się przykręcać. Doczłapałem się do kuchni. Matko jaki burdel! Pączek na żyrandolu? Norma. Przeniosłem swój wzrok na zegarek, 11:34! Seth nas zabije...
Włączyłem czajnik i poszedłem zobaczyć co u reszty. Usłyszałem dzwonek mojego telefonu,na szczęście miałem w kieszeni. O kurwa...Seth
- Halo? - on nas zajebie
- Andy? Macie dzisiaj i jutro wolne dni. - co kurwa? Jednak będziemy żyć! Hurra!
- Fajnie. A z jakiej to okazji?
- A tak mi się spodobało... - dało się wyczuć sarkazm
- No spoko, cześć. - szybko się rozłączyłem i wróciłem do budzenia Jinxxa. Po kilku(nastu) minutach wszyscy byli na nogach. No może tylko kilka(czyt.wszyscy oprócz Rona i Ann) osób jeszcze spało.
- Mamy dzisiaj wolne, a wy pracujecie nad czymś? - skierowałem się do Rona.
- Nie. Mamy tydzień wolnego od przedwczoraj.
- Musimy coś wymyślić...
____________________________________________________________________________
Takie trochę nie bardzo :c. Nie martwcie się, doczekacie się ciężkiego stanu zdrowotnego bohaterów nie raz :D. Bójki też będą xD. Ja lubię jak się ludzie biją i umierają ^^.
 No więc Ann poznała już BVB, FIN i TPR ;). Nie będzie tu BMTH,bo nie lubię i nie słucham. Skończyłam w tym momencie,bo nie wiedziałam co ma być dalej :D. Rozdział dość długi. Obiecałam najwcześniej w środę a jest w... co dziś za dzień? A jest we wtorek! Like a boss!
 Co wy na to,że przed rozdziałem będę dawać piosenki na dziś, lub takie, które odzwierciedlą akcję? Będzie trudno ale narazie spróbuję. Piszcie jak się podobało!
 Dziękuję wam bardzo za te 300 wyświetleń i 5 obserwatorów! Kocham was :*
 

poniedziałek, 2 lutego 2015

#3 ,,Bałam się o Ciebie idioto!''

- A wracając do ciebie... - czeka nas poważna rozmowa.
- Hm? - on to umie udawać... Nic się nie stało...
- Dlaczego do cholery nie odzywałeś się przez te lata! Bałam się o ciebie idioto! - wstałam z ławki i podniosłam głos. Naprawdę się o niego bałam,bałam się ,że nigdy już go nie zobaczę...
- Ann...bo ja...
- Po prostu byłam dla ciebie zabawką na chwilę? Przyjaźnią tego nazwać już nie mogę - mocno zaakcentowałam słowo 'nie'.
- Ann... ja nie mogłem...nie miałem czasu i...i kontaktu
- Teraz się tłumacz, Seth. Brakowało mi ciebie. - odsunęłam rękawy kurtki i pokazałam mu moje blizny. Miałam iść,ale poczułam silny uścisk na dłoniach. Spojrzałam Sethowi prosto w oczy.
- Dlaczego to robisz? - zapytał oschle. W jego oczach mogłam zauważyć troskę? Złość?
- Robiłam - zaakcentowałam ostatnią sylabę - A poza tym, dobrze wiesz dlaczego.
- Obiecałaś,że nie będziesz - spuścił głowę - To wszystko moja wina
- Nie! Seth! - mocno go przytuliłam
 Trwaliśmy w uścisku jeszcze kilka dobrych chwil. Ciszę przerwał dzwonek telefonu Setha. Ma dobry gust, Nirvana- Rape Me.
- Mhm...tak...tak, za 10 minut....do zobaczenia - rozłączył się
- Kto to?
- Szef,musimy jechać
- Musimy?
- No tak,przecież będziesz pracować ze mną
- Aha,zapomniałam - strzeliłam sobie facepalma
                                                                                ***
 Wysiedliśmy z taksówki i skierowaliśmy się w stronę dużego,ceglanego budynku. Podejrzewam,że biuro. Seth otworzył przede mną mosiężne drzwi i mnie w nich przepuścił. Weszłam do ładnie urządzonego korytarzyka,było bardzo przytulnie. Po obu stronach było dużo ponumerowanych drzwi. My weszliśmy do pokoju nr. 9.
- Dzień dobry, znalazłem idealną na te stanowisko,panie Smith (tak,wiem oryginalne) - powiedział Seth od razu po wejściu. Zlustrowałam dokładnie pokój,był bardzo przytulny, w stylu staroświeckim. Pan Smith też sprawiał wrażenie miłego.
- Hm, no dobrze. Jakie ma kwalifikacje? - tak jak mówiłam,pan Smith był bardzo miły.
- Była na praktykach zawodowych, pracowała jako asystent menegera, chodziła na specjalne zajęcia. Tutaj ma pan papiery - położył plik dokumentów na stole. Skąd on to wziął?
- No dobrze, narazie może pani być asystentką Setha. Zobaczymy jak pani sobie radzi,a potem zatrudnimy na stałe - tak! Tak! Tak! Będę miała pracę!
- Dziękuję - uścisnęłam rękę pana Smitha. Seth wskazał ręką na drzwi. Wyszłam cała w skowronkach. Poczekałam gdy mój przyjaciel opuści pomieszczenie. Rzuciłam mu się na szyję.
- Mam pracę! 
- Mhm... Ale teraz ze mnie złaź. Idziesz do mnie.
- Eee...czemu?
- Bo mi się tak podoba. Mam niedaleko chodźmy na pieszo.
- Ok. - hm... no w sumie i tak prędzej czy później bym u niego zawitała,więc nie przeszkadza mi to.
                                                                                       ***
- Niezły masz domek - zachwyciłam się lustrując wzrokiem cały apartament.
- No masz rację - taa... skromność to pojęcie względne - a kiedy ja zobaczę twoją willę?
- Za kilkanaście lat. Aktualnie nie mieszkam nigdzie.
- Ach... to możesz zamieszkać u mnie! Tylko moja dziewczyna nie będzie zadowolona...
- Masz dziewczynę?  W sumie się nie dziwę takiej dupie jak ty - klepnęłam go po tyłku. Tyłek też ma niezły haha. On poruszył na to sugestywnie brwiami i zaczeliśmy się śmiać jak kiedyś.
- Oglądamy horror!
- Nie! Będę się potem bała zasnąć!
- Hahaha - śmiech psychopaty
- Grr...
 Skończyło się na najstraszniejszym horrorze ever - Obecność. Myślałam,że zaraz przyjdzie do mnie ta... jak jej tam... lalka i mi będzie klaskać za głową. Nigdy więcej horrorów...
- Chodź,zaprowadzę cię do sypialni. - spojrzałam na niego znacząco - Nie, ja śpię u siebie a ty u siebie, dzwonku głupi. - nie odpowiedziałam tylko ruszyłam za nim. Wskazał ręką drzwi, a sam poszedł do siebie
 -Łazienka na przeciwko! - rzucił zamykając drzwi.
 Weszłam do ładnie urządzonego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Zdjęłam glany, poleciały gdzieś w kąt.
- Prysznic wezmę rano...niee chcę mie sięę - wymruczałam do siebie i zasnęłam. Coraz częściej śpię w ubraniu...
                                                                          ***
- Śniadanie śpiąca królewno - coś wymruczało mi do ucha, na co przywaliłam z łokcia temu czemuś. Ups...to chyba Seth
- Kurwa! Zapomniałem żeby cię tak nie budzić! Teraz będę miał brzydką twarz - udawał płacz
- Ty zawsze masz brzydką twarz,kotku
- Ej! - rzucił się na mnie i zaczął łaskotać.
- Ahahahaha See....seeth! Prze,prze...prze hahahstań- wreszcie przestał, ja go kiedyś zabiję!
 -To chodź na jedzonko! - mmm...naleśniki! Zjedliśmy 'królewski' posiłek.
- Jedziesz ze mną poznać swoich podopiecznych
- To idę się ubrać! - ciekawe kto to... mocne brzmienia... BMTH? Nie... oni mają menadżerów.... nie wiem...
 Po skończonym prysznicu zrobiłam makijaż. Założyłam bluzkę z Black Veil Brides i czarne,przetarte rurki a do tego oczywiście moje kochane glany. Byłam gotowa,więc zeszłam na dół. Seth stał już przy drzwiach i bawił się telefonem. Jak dziecko...grał w Pou.
 Doszliśmy piechotą do studia zespołu. Ciekawość mnie zżerała, nie mogłam wytrzymać! Weszliśmy po schodach do czerwonego pomieszczenia, na kanapach siedzieli... Black Veil Brides?! To oni! Seth! trzymaj mnie!
-  Widać,że fanka - podszedł do mnie Ashley. Ashley Purdy odezwał się do mnie! Do MNIE! - Gdybyś nie wiedziała, to ja jestem Ashley Purdy, najprzystojniejszy, najseksowniejszy, najsławniejszy, najbardziej utalentowany... - nie dokończył bo przerwał mu Jinxx
- Największa sierota, największe dziecko i beztalencie. A ja jestem Jinxx, gitarzysta.
- Wiem - wypaliłam z szeroko otwartymi oczami i lekko odchyloną buzią. Zauważyłam ,że Andy wpatruje się we mnie. O co mu chodziło? Podniósł się z miejsca i podszedł do mnie złapał mnie z rękę i pociągnął w stronę drzwi.
- Chodź
- Ale o co ci chodzi? - mocno się zdziwiłam.
- Dlaczego płakałaś?
- Co?!
- Dlaczego płakałaś - spytał już bardziej lodowato
- Och, mam swoje powody. A ty skąd wiesz?
- Bo mnie uderzyłaś,bolało. Więc nie zapomniałem
- Jejku, przepraszam! Nie chciałam. Ja się przestarszyłam i wiesz...
- Okej,wybaczam ci - posłał mi szczery uśmiech. Wróciliśmy do towarzystwa.
________________________________________________________________________________
 Taki chujowy ;/. Połowę pisałam na niemieckiej klawiaturze,więc było trudno xD. Musiałam poprawiać potem polskie znaki.
 Jestem tak w luj chora, że mówić nie mogę... Zostało mi tylko pisanie. Mam dylemat z kim będzie się Ann 'najbardziej lubić'.
 Piszcie jak się podoba ;). Next będzie najwcześniej w środę,a najpóźniej w piątek ;)